Wielki św. Ambroży z Mediolanu, Doktor Kościoła, wybitny kaznodzieja i pobożny prałat, cieszył się uznaniem ludu, był podziwiany przez św. Augustyna i nie bał się konfrontacji z cesarzem.
Newsroom (18/12/2021 21:30, Gaudium Press) Ambroży urodził się około 340 roku, w Treveris, gdzie jego ojciec był prefektem Imperium Rzymskiego. Należał do znamienitej rodziny senatorskiej, której przodkami byli m.in. rzymscy konsulowie, ale historia zapamiętała go ze względu na jego nauczanie i spuściznę biskupa Mediolanu.
Mały Ambroży
Wraz z rodzeństwem, Marceliną i Satyrem, Ambroży spędził dzieciństwo i młodość w Rzymie, gdzie osiedliła się jego matka po przedwczesnej śmierci męża w Galii.
Marcelina, będąc jeszcze bardzo młoda, poświęci się jako dziewica Chrystusa z rąk papieża Liberiusza. Będzie wsparciem, pocieszeniem i błogosławieństwem w życiu Ambrożego. Będąc o kilka lat starszą, będzie czuwała przy kołysce swego młodszego brata i modliła się na kolanach przy grobie świętego biskupa.
Satyr, fizycznie niezwykle podobny do Ambrożego, będzie towarzyszył rodzeństwu w drpdze do doskonałości i poprzedzi je na progu wieczności.
Podczas wizyty Biskupa Rzymu w domu Ambrożego, zauważył on, że wszyscy ucałowali dłoń czcigodnego Papieża. Gdy ten odszedł, chłopiec postanowił podać swoją prawą rękę pannom i własnej siostrze, aby otrzymać pocałunek szacunku. Po latach, pełni czci i czułości, całując rękę jej brata, obecnie biskupa, oboje wspominali ten niewinny epizod.
Mając niewiele ponad trzydzieści lat, przeniósł się do Mediolanu – drugiej stolicy cesarstwa i siedziby chrześcijańskich cesarzy, a także stolicy prowincji Ligurii i Emilii – gdy został mianowany ich namiestnikiem przez cesarza Walentyniana I.
Mimo chrześcijańskiego zapału Ambrożego i odrzucenia przez niego atmosfery rozpusty panującej w ówczesnym Rzymie, a także idei ariańskich, które swobodnie krążyły w Mediolanie, w wieku 33 lat nie przyjął jeszcze chrztu.
Stało się tak z powodu nagannego zwyczaju tamtych czasów, któremu sprzeciwiali się Ojcowie Kościoła: zwlekanie z przyjęciem tego sakramentu z próżnej obawy, że zostanie on sprofanowany przez późniejszy grzech.
Tymczasem katechumen karmił się złudną nadzieją osiągnięcia wiecznego zbawienia bez ryzyka, przyjmując chrzest dopiero w chwili śmierci.
W episkopacie
Kiedy Ambroży sprawował rządy w Mediolanie od dwóch lat w 374 r. zmarł biskup Auxentius. Sąsiadujący z nim biskupi, którzy spotkali się w jednej z bazylik miasta, aby wybrać następcę, nie mogli dojść do porozumienia. Zgromadzony w nawie bazyliki lud z niecierpliwością oczekiwał na decyzję.
„Ambroży biskupie! Ambroży Biskupie! Ambroży Biskupie!”. Ten okrzyk, wydobywający się z czystego, dziecięcego głosu, wybuchł pośród zgiełku obecnych tam ludzi. Jakby usłyszeli rozkaz z nieba, tłum powtarzał: „Ambroży Biskupem! Niech Ambroży będzie naszym biskupem!”.
Historia nie wyjaśnia, czy wydając taki okrzyk, dziecko było bezpośrednio natchnione przez Ducha Świętego, czy też skłoniła je do tego jakaś dusza, która znała cnotę świętego, lub obawiała się, że wybiorą ariańskiego biskupa.
Pewne jest to, że w wieku 34 lat Ambroży, jeszcze jako katechumen, nie pogodził się z przyjęciem stanowiska, które za wszelką cenę chciał mu narzucić lud, duchowieństwo, a nawet aprobata uzyskana od cesarza. Na nic jednak zdały się jego argumenty, nie pomogła nawet sfrustrowanemu ucieczka.
W końcu natchnienie niebios dało o sobie znać i wielkoduszne serce młodego patrycjusza ugięło się przed wolą boską, która zmusiła go do wstąpienia na stopnie ołtarza i do biskupiego pokoju.
7 grudnia tego samego roku Ambroży przyjął godność kapłańską, a wkrótce po niej godność biskupią. Został ochrzczony osiem dni wcześniej.
Prezbiter: przewodnik po życiu duchowym
Kościół w Mediolanie nie musiał długo czekać, aby przekonać się, jak bardzo głos ludu był głosem Boga. Ambroży, stając się biskupem, będzie dalej sublimował te predyspozycje, które uczyniły go człowiekiem uczciwym, prawym i oddanym. Sakrament święceń jeszcze bardziej przemieni i wywyższy jego silnego ducha i szlachetny charakter.
Jedną z jego pierwszych trosk było zapewnienie duchowieństwu swojej diecezji jak najlepszych środków formacji i postępu na drogach świętości. W tym celu nic nie mogłoby być doskonalsze niż zaproponowanie im życia, w którym posługa duszpasterska jest ściśle zakorzeniona w modlitwie.
Ambroży zorganizował swoje życie według tego ideału. Zgromadził wokół siebie, w tym samym domu, wszystkich duchownych, tworząc to, co stało się znane jako Presbyterium.
Kapłani, diakoni i kandydaci do święceń modlili się, czytali, pisali i pracowali razem, będąc dla siebie nawzajem braterskim wsparciem i pomocą w zdobywaniu świętości. Święty Biskup uważał taki sposób życia za ostoję, moc, radość i wolność w kapłaństwie.
Jego gorliwość w dążeniu do doskonałości sięgała najdrobniejszych szczegółów: „Niech w kapłanach nie znajdzie się nic wulgarnego, nic pospolitego, nic w sposobie, życiu czy zwyczajach rozwydrzonych tłumów”.
Ta klerycka szkoła świętości założona przez Ambrożego była płodna w mężów apostolskich, którzy później obejmowali różne stanowiska biskupie w Italii, ponieważ jego działalność duszpasterska nie ograniczała się tylko do diecezji mediolańskiej. Założył on dziewięć innych diecezji, dla których wybrał i konsekrował godnych i przygotowanych biskupów.
Owoce jego gorliwości pasterskiej
Ambroży był szczególnie oddany studiom nad Pismem Świętym. Wczoraj katechumen, dziś biskup, musiał szybko przyswoić sobie świętą naukę i stać się pierwszym wśród swego duchowieństwa. „Wyrwany z sądów i administracji i wyniesiony do kapłaństwa, zacząłem was uczyć tego, czego sam się nie nauczyłem. Tak więc stało się, że zacząłem nauczać, zanim się nauczyłem. Tak więc dla mnie uczenie się jest równoczesne z nauczaniem, ponieważ wcześniej nie miałem czasu na naukę.”
Był gorącym piewcą doskonałej czystości, gdyż „wiedział dobrze, że brutalności pogaństwa mogą być obmyte przez światło chrześcijańskiego dziewictwa”.
Swoje pierwsze dzieło na ten temat – O dziewicach – napisał dla własnej siostry, Marceliny, kompilując swoje homilie na ten temat, w których nie mogła uczestniczyć. Było to nowe i olśniewające spojrzenie na dziewictwo. Tak bardzo wychwalał czystość, że młode kobiety z całego świata, które pragnęły poświęcić się Bogu, szukały go, aby pod jego kierunkiem to uczynić.
Elokwencja jego kontemplacyjnego i pobożnego ducha przejawia się zarówno w jego publicznych przemówieniach, jak i w kompozycji – zarówno melodii, jak i tekstów – słynnych hymnów, nazwanych później „ambrozjańskimi”.
Wielka chwała: nawrócenie Augustyna
Czyn Ambrożego: obmycie wodą chrztu młodego manichejczyka z Tagaste, w wigilię Wielkanocy 387 roku.
Słowa wypowiedziane przez Ambrożego w niedziele z ambony bazyliki mediolańskiej w znacznym stopniu przyczyniły się do pozyskania wielkiego Augustyna. Z drugiej strony, blask cnót tego człowieka, w którym widoczny był tak wysoki stopień zjednoczenia z Bogiem, sprawiał, że dusza przyszłego biskupa Hippony stopniowo nabierała ochoty do przyjęcia prawd wiecznych.
Gdy Augustyn się nawrócił, Ambroży nadal pozostawał dla niego wzorem i światłem dla jego kroków, do tego stopnia, że z entuzjazmem ucznia i miłością syna wykrzyknął: „Wybitny zarządca Boży, którego czczę jak ojca, bo w Chrystusie Jezusie, przez Ewangelię, on sam mnie spłodził i od niego, jako od sługi Chrystusa, otrzymałem kąpiel odrodzenia”.
Krańcowe zmagania tego życia
Kilka miesięcy po zarządzeniu rzezi w Salonikach, w Boże Narodzenie 390 roku, Teodozjusz I padł na kolana w atrium bazyliki mediolańskiej, w obecności całego ludu, odarty z insygniów cesarskich.
Ze łzami w oczach powtarza słowa króla-proroka: „W prochu leży dusza moja; przywróć mi życie według Twej obietnicy” (Ps 119, 25).
Okrucieństwo, z jakim stłumił bunt niektórych mieszkańców tego miasta, było bardziej właściwe dla czasów Nerona niż dla sprawiedliwości chrześcijańskiego władcy. Tysiące niewinnych ofiar, między innymi kobiet i dzieci, zostało zamordowanych.
Ambroży, gdy tylko dowiedział się o tym, co się stało, bez lęku skarcił cesarza niepowstrzymaną siłą prawdy, przedstawioną w całości i bez kompromisów.
Wytężona walka z arianizmem, prześladowania cesarzowej Justyny, interwencje u cesarzy, by zawsze zwyciężała ortodoksja i chrześcijański pokój, liczne prace na czele mediolańskiego Kościoła i duszpasterska troska o trzodę nadszarpnęły jego zdrowie.
Miał 57 lat, z czego 23 lata w pełni kapłaństwa, kiedy poczuł, że nadszedł czas, aby spotkać się z Najwyższym Sędzią. Na krótko przed chorobą, podczas Wielkiego Postu 397 r., przepowiedział, że nie dożyje Wielkanocy.
Jednak niestrudzona gorliwość Ambrożego nie znała granic. Na początku tego samego roku udał się do Vercelli, aby uspokoić diecezję i wyświęcić Honorata na biskupa.
Następnie udał się do Pawii, aby przewodniczyć nowym święceniom biskupim. Jego ostatnie dzieło – komentarz do Psalmu XLIII – nie mogło zostać ukończone.
„Nie lękam się śmierci, bo mamy dobrego Pana”. Rankiem w Wielką Sobotę, 4 kwietnia 397 roku, po otrzymaniu Viaticum z rąk św. Honorata z Vercelli, łagodnie opuścił tę ziemię, aby obchodzić Wielkanoc w wiecznej szczęśliwości, gdzie nie zna się łez, żałoby ani bólu, i tam otrzymać dziedzictwo zwycięzcy (por. Ap 21, 4-7).
Tekst zaczerpnięty, z adaptacjami, z czasopisma „Zwiastun Ewangelii” nr 120, grudzień 2011.
Opracowała Marzena Nowak



























