Strona główna Bliski Wschód Nowy klasztor klarysek w dolinie Bekaa: znak nadziei dla Libanu w kryzysie

Nowy klasztor klarysek w dolinie Bekaa: znak nadziei dla Libanu w kryzysie

0
3
Bazylika św. Pawła w Harisie nad zatoką Jounieh w Libanie — zdjęcie ilustracyjne, nieprzedstawiające klasztoru klarysek w Rajaku ani doliny Bekaa.
Zdjęcie ilustracyjne: James Rathmell / Unsplash

Włoskie mniszki inaugurują klasztor klarysek w Rajaku w Libanie, niosąc nadzieję, modlitwę i odnowę dolinie Bekaa.

Redakcja (3 września 2026, Gaudium Press ) W regionie zmagającym się z zapaścią gospodarczą, przemianami demograficznymi i wciąż odczuwalnymi skutkami konfliktu, nowy klasztor klarysek o ścisłej klauzurze w miasteczku Rajak został przyjęty przez wielu jako rzadki znak nadziei.

11 sierpnia, we wspomnienie św. Klary z Asyżu, chrześcijańska wspólnota Libanu świętowała oficjalne otwarcie nowego klasztoru klarysek — mniszek kontemplacyjnych z rodziny franciszkańskiej. Fundacja, założona przez siostry z Montone w Umbrii we Włoszech, jest wyrazem niezwykłego przywiązania do kraju, który wielu — zwłaszcza ludzi młodych — nieustannie opuszcza w poszukiwaniu możliwości za granicą.

Dla mieszkańców Rajaku, miasteczka o przewadze ludności chrześcijańskiej w libańskiej dolinie Bekaa, przybycie sióstr powszechnie określane jest jako „cud”. W regionie często przesłanianym przez kryzysy polityczne i gospodarcze decyzja grupy zagranicznych mniszek, by opuścić Europę i osiąść na libańskiej prowincji, głęboko poruszyła miejscową ludność.

Uroczystości inauguracyjnej przewodniczył bp César Essayan, wikariusz patriarchalny dla łacinników w Libanie, który osobiście zachęcał do powstania tej wspólnoty. Na obchody przybyły tłumy, co odzwierciedlało zarówno entuzjazm mieszkańców, jak i symboliczne znaczenie obecności klasztoru.

„Nie wspomniałem o tym w homilii, ale siostry to zanotowały: ludzie mówią o cudzie” — powiedział bp Essayan. Dla niego niezwykłe w tej historii jest nie samo otwarcie klasztoru, lecz fakt, że wspólnota zakonna zdecydowała się opuścić bezpieczeństwo własnej ojczyzny dla odległego i borykającego się z trudnościami zakątka Libanu.

Klasztor klarysek znakiem nadziei w trudnym czasie

Nową wspólnotę tworzy pięć mniszek z włoskiego klasztoru w Montone: siostry Damiana, Gloria, Celina i Maria Lucia, do których dołączyła Maria Grazia z klasztoru w mieście Meksyk. Ich przeprowadzka wciąż trwa, a prace remontowe i procedury administracyjne mają potrwać jeszcze kilka miesięcy.

Nieruchomość, w której ma mieścić się klasztor, zajmują obecnie rodziny przesiedleńców, co odzwierciedla szerszą sytuację społeczną Libanu. Plany przewidują także przygotowanie przyległych gruntów, które pomogą utrzymać wspólnotę dzięki samowystarczalności rolniczej.

Dla siostry Glorii, 43-letniej Włoszki, która wypowiada się w imieniu wspólnoty, fundacja niesie przesłanie wykraczające poza sam Kościół.

„Podczas gdy wszystko umiera, podczas gdy ludzie stracili wszelką nadzieję, podczas gdy młodzi chcą jedynie opuścić kraj, który zdaje się nie mieć przyszłości — my kupujemy dom” — powiedziała.

Jej słowa oddają uderzający kontrast między trwającymi trudnościami Libanu a decyzją sióstr, by związać swoją przyszłość z tym krajem.

Dlaczego klasztor klarysek powstaje w Rajaku?

Wybór Rajaku był owocem długiego procesu rozeznania, który trwał niemal dekadę. Siostry odbyły sześć wizyt rozpoznawczych, zanim zdecydowały się na to miasteczko.

Paradoksalnie na początku niewiele o Rajaku wiedziały. Decydująca inicjatywa wyszła bowiem od miejscowych mieszkańców, którzy dowiedzieli się, że grupa klarysek rozważa fundację w regionie Bekaa. Członkowie chrześcijańskiej wspólnoty miasteczka sami odszukali siostry i pomogli im znaleźć odpowiednią nieruchomość oraz ziemię.

„Nawet nie wiedziałyśmy, że Rajak istnieje” — wspominała siostra Gloria. „To miejscowi, dowiedziawszy się, że jakieś mniszki chcą osiedlić się w okolicy, przyszli nas szukać”.

Siostry odczytały to nieoczekiwane spotkanie jako znak Opatrzności. Potem przyszło praktyczne wyzwanie przygotowania się do życia w Libanie, w tym nauka języka arabskiego i przystosowanie się do nowego środowiska kulturowego.

Klasztor odpowiada również na od dawna wyrażane pragnienie miejscowego Kościoła. Choć klaryski prowadzą już klasztor w Yarzé pod Bejrutem, pasterze Kościoła pragnęli, by obecność kontemplacyjna pojawiła się także w uboższej wspólnocie wiejskiej, gdzie powołania zakonne mogłyby być budzone i podtrzymywane.

Miasteczko ukształtowane przez zmiany

Rajak zajmuje ważne miejsce w historii Libanu. Niegdyś tętniący życiem węzeł kolejowy łączący podróżnych z Damaszkiem i Aleppo, był przystankiem na legendarnej trasie Orient Expressu i zasłynął z bazy lotniczej. Przemiany gospodarcze i zamknięcie dużych zakładów przemysłowych w znacznym stopniu przyczyniły się jednak do jego upadku.

Dziś gmina pozostaje mikrokosmosem religijnej różnorodności Libanu. Grekokatolicy stanowią większość ludności chrześcijańskiej, obecne są także wspólnoty maronickie, prawosławne i ormiańskie. Jednocześnie miasteczko doświadcza stałego wzrostu liczby ludności szyickiej, po części na skutek przesiedleń spowodowanych kolejnymi konfliktami.

Te przemiany demograficzne zmieniły charakter regionu, tworząc zarówno wyzwania, jak i szanse dla współistnienia. Przybycie klarysek nabiera więc szczególnego znaczenia we wspólnocie zmagającej się z przemianą społeczną i niepewnością.

Natchnione świadectwem i ofiarą

Na decyzję sióstr o podjęciu wymagającej misji w Libanie wpłynęły przykłady wiary spoza granic tego kraju.

Wśród inspiracji byli trapiści z Tibhirine w Algierii, których współbracia zostali uprowadzeni i zabici podczas wojny domowej w tym kraju, a później uznani za męczenników. Ich wspólnotowe świadectwo wywarło głębokie wrażenie na klaryskach.

„Najbardziej poruszyło nas to” — wyjaśniała siostra Gloria — „że ofiarowała się cała wspólnota, a nie tylko jedna osoba”.

Innym źródłem inspiracji był kard. Dominique Mathieu, wieloletni przyjaciel wspólnoty, którego zgoda na podjęcie trudnej misji arcybiskupa Teheranu-Isfahanu w Iranie skłoniła siostry do refleksji nad własną gotowością przyjęcia niepewności w służbie Ewangelii.

Wiara, konflikt i przebaczenie

Dolina Bekaa wciąż nosi pamięć przemocy z czasów libańskiej wojny domowej i lat syryjskich wpływów. Region był świadkiem śmierci duchownych, w tym jezuity ks. Nicolasa Kluitersa, zamordowanego w 1985 roku, oraz postulanta Ghassibégo Keyrouza, zabitego podczas przemocy na tle wyznaniowym w 1975 roku.

Choć wydarzenia te należą do przeszłości, współczesne konflikty wciąż kształtują codzienne życie. Przesiedlenia, trudności gospodarcze i emigracja pozostają trwałą rzeczywistością. Wiele rodzin uciekło ze zniszczonych obszarów południowego Libanu, a absolwenci i specjaliści nieustannie szukają możliwości za granicą.

Na tym tle miejscowa historyk Névine Hage-Chahine widzi w klasztorze potężny symbol.

„To iskra, wątły płomień, który migoce w nocy, ale jednak płomień” — powiedziała, opisując fundację jako źródło duchowej odnowy dla całej doliny Bekaa.

Same siostry pozostaną w dużej mierze niewidoczne ze względu na swoje klauzurowe powołanie. Ich wkładu nie będzie się mierzyć publiczną działalnością, lecz życiem oddanym modlitwie i kontemplacji. Mimo to miejscowi mieszkańcy już teraz postrzegają ich obecność jako umocnienie w regionie szukającym powodów do nadziei.

Dla siostry Glorii jednak ostateczny cel klasztoru sięga poza Rajak i poza Liban. Zapytana o konflikty i niepewność na świecie, odpowiedziała słowami zakorzenionymi w duchowości klarysek.

„Czasem rzeczywiście bywam zaniepokojona” — przyznała. „Najbardziej martwi mnie to, że nikt z tych, którzy decydują o losach świata, nie potrafi dostrzec ani ogłosić jedynego rozwiązania wszystkich konfliktów — tych toczących się obecnie i tych, które dopiero nadejdą: przebaczenia”.

W dolinie naznaczonej podziałami, przesiedleniami i zmianą to przesłanie może okazać się najtrwalszym darem, jaki niesie ten klasztor klarysek.

  • Raju Hasmukh na podstawie materiałów Asianews.it