Strona główna Azja Zapomniana młodzież Korei Południowej. Misjonarz apeluje przed ŚDM 2027 w Seulu

Zapomniana młodzież Korei Południowej. Misjonarz apeluje przed ŚDM 2027 w Seulu

0
7
Katedra Myeongdong w Seulu o zmierzchu, z instalacją świetlnych białych róż na pierwszym planie — zdjęcie ilustracyjne, nie z opisywanej misji.
Zdjęcie ilustracyjne: katedra Myeongdong w Seulu. Fot. Jin-Woo Lee / Unsplash. Fotografia nie przedstawia osób ani miejsc opisanych w artykule.

Przed Światowymi Dniami Młodzieży 2027 w Seulu o. Vincenzo Bordo zwraca uwagę na zapomnianą młodzież w Korei Południowej i wzywa Kościół do misji poza murami świątyń.

Redakcja (3 września 2026, Gaudium Press ) W miarę jak przygotowania do Światowych Dni Młodzieży 2027 w Seulu nabierają tempa, Korea Południowa szykuje się na przyjęcie tysięcy młodych katolików z całego świata w jednej z najbardziej dynamicznych i zaawansowanych technologicznie stolic Azji. Jednak pod globalnym wizerunkiem sukcesu gospodarczego i innowacji kryje się — jak przekonuje katolicki misjonarz o. Vincenzo Bordo — inna rzeczywistość, która domaga się uwagi: życie młodych ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa w Korei Południowej.

Ten oblat Maryi Niepokalanej, znany w Korei jako o. Kim Ha-jong, od ponad trzech dekad pracuje wśród bezdomnych, młodzieży z rodzin dotkniętych ubóstwem oraz osamotnionych osób starszych. W rozmowie z agencją Fides zwrócił uwagę na uderzającą liczbę, która wciąż wyznacza kierunek jego misji.

„W Korei mówimy o 250 tysiącach dzieci ulicy. To ogromna liczba” — powiedział.

Liczba ta wymaga jednak kontekstu. Określenie „dzieci ulicy” obejmuje bardzo szeroki wachlarz sytuacji: młodych uciekinierów z domu, nieletnich, którzy zerwali więzi z rodzinami, a także tych, którzy żyją w niestabilnych warunkach. Nie oznacza to koniecznie, że 250 tysięcy dzieci pozostaje trwale bezdomnych. Dane te krążą od lat i były przytaczane w relacjach o pracy o. Bordo już w 2017 roku.

Dla misjonarza istotne są jednak nie spory statystyczne, lecz odpowiedź na potrzeby, które kryją się za tymi liczbami.

Azit: misja, która wychodzi na ulice w Korei Południowej

Odpowiedzią stał się Azit — program stworzony specjalnie po to, by docierać do młodych ludzi w trudnej sytuacji, którzy w przeciwnym razie pozostaliby poza zasięgiem tradycyjnych instytucji. Inicjatywa opiera się na prostej zasadzie, która — zdaniem o. Bordo — oddaje istotę chrześcijańskiej misji: „Jeśli oni nie przyjdą do nas, my pójdziemy do nich”.

Każdego dnia zespoły streetworkerów i wolontariusze przemierzają autobusem tereny miejskie między godziną 16.00 a 23.00, szukając zagrożonej młodzieży, nawiązując pierwszy kontakt i próbując skierować młodych do placówek pomocowych oraz ku reintegracji społecznej. Praca ta jest z założenia wychodząca naprzeciw: szuka młodych tam, gdzie żyją, zamiast czekać, aż sami poproszą o pomoc.

O. Bordo ma nadzieję, że model Azit uda się z czasem wprowadzić we wszystkich koreańskich diecezjach. W jego przekonaniu docieranie do tych, którzy nigdy dobrowolnie nie przekroczyliby progu katolickiej instytucji, nie jest zajęciem drugorzędnym, lecz jednym z podstawowych zadań Kościoła.

Jego zaangażowanie na rzecz najbardziej bezbronnych sięga daleko wstecz przed przygotowania do Światowych Dni Młodzieży.

Dom Anny — 36 lat posługi w Korei Południowej

Przez 36 lat spędzonych w Korei Południowej o. Bordo zbudował posługę opartą na konkretnej służbie i towarzyszeniu. Jednym z najbardziej widocznych owoców tej misji jest Dom Anny w Seongnam, na południowy wschód od Seulu.

To, co zaczęło się jako próba zapewnienia posiłków, przerodziło się w rozbudowaną sieć wsparcia dla osób doświadczających trudności. Dziś wydaje się tam codziennie około 500 posiłków. Przez lata organizacja rozdała ponad trzy miliony posiłków.

Pomoc żywnościowa to jednak tylko jeden z wymiarów jej działalności. Wokół jadłodajni wyrósł szeroki wachlarz usług: dostęp do pryszniców, odzieży, opieki medycznej, leków, pomocy prawnej, wsparcia w znalezieniu pracy oraz mieszkania.

Ośrodek prowadzi także noclegownię dla około 30 osób i niewielki program zatrudnienia, który ma pomóc osobom bezdomnym stopniowo odzyskiwać samodzielność. Powstało również dziesięć schronisk dla młodych ludzi potrzebujących ochrony i wsparcia.

Skala tego dzieła jest możliwa dzięki ogromnemu zaangażowaniu społeczności. Co miesiąc około 1500 wolontariuszy poświęca swój czas Domowi Anny, pomagając objąć wsparciem tych, którzy inaczej mogliby zostać pominięci.

Organizacja wywarła też nieoczekiwany wpływ na sam Kościół katolicki w Korei Południowej.

Jak mówi o. Bordo, ponad stu kleryków przed święceniami spędziło od trzech do sześciu miesięcy, posługując w Domu Anny. Dla wielu z nich było to bezpośrednie spotkanie z formami ubóstwa, których niemal nie dostrzegali we własnym kraju.

To doświadczenie — jak uważa misjonarz — pomogło ukształtować przyszłych kapłanów, podważając ich wyobrażenia i pogłębiając rozumienie posługi duszpasterskiej.

„Nie, ojcze, życie jest piękne”

Spośród niezliczonych osób, które spotkał w ciągu lat służby, jedno wspomnienie pozostaje szczególnie ważne.

Podczas wyjątkowo srogiej koreańskiej zimy o. Bordo spotkał bezdomnego mężczyznę, który zdawał się bardzo cierpieć z powodu mrozu i trudnych warunków. Zaniepokojony jego losem kapłan wspomniał o cierpieniu, jakie — jak sądził — mężczyzna musi znosić.

Odpowiedź, którą usłyszał, pozostała z nim do dziś.

„Nie, ojcze, życie jest piękne”.

Wiele lat później o. Bordo wciąż nazywa tego człowieka jednym ze swoich „mistrzów” — kimś, kto nauczył go zasadniczej lekcji o ludzkiej godności, wytrwałości i o tym, jak ważne jest skupienie się na tym, co naprawdę istotne.

Czego Kościół nie powinien przeoczyć przed ŚDM 2027

To właśnie tę perspektywę misjonarz chciałby odnaleźć w przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży 2027.

Dla wielu zagranicznych gości Seul będzie symbolem niezwykłych osiągnięć gospodarczych i technologicznych współczesnej Korei Południowej. Rząd Korei Południowej zadeklarował już wsparcie dla organizacji tego światowego spotkania katolików, które mogłoby się także wpisać w przyszłą wizytę papieża Leona XIV w tym kraju.

O. Bordo przekonuje jednak, że głębsze znaczenie tego wydarzenia powinno wykraczać poza wielkie tłumy, ceremonie i publiczne uroczystości.

Wspomina niedawną obecność Krzyża Jubileuszu Młodych w Domu Anny, gdzie był świadkiem sceny, która pozostawiła w nim trwały ślad. Wielu spośród tych, którzy podeszli do Krzyża, nie było ani katolikami, ani chrześcijanami. Mimo to kilkoro dotknęło go i zatrzymało się na modlitwie.

W oczach misjonarza scena ta odsłoniła duchowe pragnienie istniejące poza widzialnymi granicami przynależności religijnej. Umocniła go również w przekonaniu, że Kościół musi pozostawać uważny wobec ludzi, którzy być może nigdy formalnie nie wezmą udziału w wielkich wydarzeniach kościelnych.

W miarę jak zbliżają się Światowe Dni Młodzieży, świadectwo o. Bordo przypomina, że przyszłe spotkanie w Seulu obejmie coś więcej niż tylko pielgrzymów wypełniających kościoły, uczestniczących w spotkaniach i biorących udział w uroczystościach.

Jest jeszcze inna grupa młodych ludzi — mówi misjonarz — która najprawdopodobniej nie zarejestruje się na żadne wydarzenie ani nie pojawi się na oficjalnych zdjęciach. To młodzież w trudnej sytuacji, żyjąca na marginesie i często niedostrzegana przez resztę społeczeństwa.

Od lat o. Bordo szuka ich na ulicach. Gdy Seul przygotowuje się na przyjęcie świata w 2027 roku, misjonarz jest przekonany, że i oni powinni być częścią opowieści, którą Kościół zdecyduje się przekazać.

  • Raju Hasmukh na podstawie materiałów Tribune Chrétienne