
1 września Kościół wspomina świętego Jozuego, syna Nuna, ucznia Mojżesza, który wprowadził lud Izraela do Ziemi Obiecanej.
Redakcja (01/09/2026, Gaudium Press) 1 września Kościół wspomina świętego Jozuego, syna Nuna, ucznia Mojżesza, który wprowadził lud Izraela do Ziemi Obiecanej. Jozue syn Nuna żywił głęboką ufność wobec Mojżesza: słowo proroka stało się dla niego prawem, a jego obietnice miały wartość pewników.
W istocie pierwsza wzmianka o Jozuem w Piśmie Świętym znajduje się w 17 rozdziale Księgi Wyjścia. Jego postać pojawia się tam od razu jako należąca do grona ludzi, którym Mojżesz ufał najbardziej. I rzeczywiście, już od bardzo młodego wieku mądry prorok powierzał mu misje wielkiej odpowiedzialności.
Jedna z tych misji miała miejsce wtedy, gdy cały Izrael, obozujący w pobliżu Horebu, został zaatakowany przez amalekickich Beduinów. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Mojżesz rozkazał nie któremuś z możnych ludu, lecz bardzo młodemu i niedoświadczonemu wnukowi Eliszamy — znanemu również jako „syn Nuna” — by wziął kilku mężów i wyruszył do walki przeciw nim.
Podczas gdy Jozue rzucił się w wir walki, jego duchowy ojciec wszedł na wzgórze, aby modlić się z podniesionymi rękami — w pozycji niewygodnej do utrzymania przez cały czas trwania bitwy, która stopniowo wyczerpywała siły ramion Mojżesza.
Powoli wielki Prorok tracił siły. Gdy opuszczał ręce, Amalek zaczynał brać górę; gdy pozostawały wzniesione, Jozue prowadził. Widząc to, Aaron i Chur podeszli do niego, aby podtrzymać go w postawie modlitwy. Tak Hebrajczycy odnieśli swoje pierwsze militarne zwycięstwo.
Przejście przez Morze Czerwone zwykło się porównywać do chrztu narodu wybranego. Otóż tamto wydarzenie było innym chrztem… chrztem ognia. I to nie tylko Izraela, lecz w szczególności Jozuego. Zawsze jednak w odniesieniu do Mojżesza, z oczami zwróconymi ku Mojżeszowi.
Jozue syn Nuna odkrywa: więcej niż wódz, założyciel rodu
Podziw Jozuego dla mistrza stał się bezgraniczny. Cuda przez niego zdziałane następowały dotąd po sobie w zawrotnym tempie: rozdzielenie wód Morza Czerwonego, zesłanie manny, „deszcz” przepiórek, wytryśnięcie wody ze skały… Wszystko to wyryło w jego duszy, jak żelazem i ogniem, przekonanie, że Mojżesz jest człowiekiem wzbudzonym przez Boga, by zmienić bieg historii i założyć — w ziemiach, ku którym zmierzali — nową cywilizację. Ów mąż wydawał mu się niezastąpiony i w istocie taki był, choć nie w sposób, jaki sobie wyobrażał.
Księga Liczb opowiada, że pewnego razu — trudnego do umiejscowienia w czasie — Mojżesz poskarżył się Bogu, iż nie ma sił, by samotnie prowadzić hebrajską rzeszę przez pustynię. W odpowiedzi Pan nakazał zgromadzić przy Namiocie Spotkania siedemdziesięciu starszych ludu i sprawił, że spoczęła na nich część ducha proroka. Gdy tylko ją otrzymali, zaczęli prorokować, lecz nie czynili tego dalej. Zdarzyło się jednak, że dwaj spośród siedemdziesięciu wyznaczonych mężów nie stawili się przy Namiocie, a mimo to również otrzymali ducha proroctwa. Dowiedziawszy się, że owi dwaj wygłaszają wyrocznie w obozie, Jozue oburzył się: „Mojżeszu, panie mój, zabroń im!” (11,28). Na co ten odpowiedział: „Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan Ducha swego!” (11,29)
Owe słowa, będące czymś znacznie więcej niż lekcją pokory, otworzyły przed synem Nuna nowy horyzont. Mojżesz był nie tylko wodzem, lecz założycielem rodu. Ludzie umierają; założyciele wzbudzeni przez Opatrzność stają się jednak nieśmiertelni w tych, którzy mają udział w ich duchu.
Jozue syn Nuna — drugi Mojżesz
Półtora miesiąca po wyjściu z Egiptu, idąc na południe, Izraelici dotarli do stóp Synaju, góry Bożej, gdzie mieli być świadkami wielkich Bożych objawień, którym niekiedy towarzyszyły burze elektryczne lub zjawiska tektoniczne przypominające wybuchy wulkanów.
Jozue syn Nuna, wciąż młody, był jedynym, któremu wolno było towarzyszyć Mojżeszowi na szczyt góry podczas tajemniczego czterdziestodniowego pobytu w obecności Jahwe. Później miał swobodny dostęp do Namiotu Spotkania, miejsca, w którym Bóg zstępował, aby rozmawiać z Mojżeszem „jak się rozmawia z przyjacielem” (Wj 33,11).
Takie przywileje, nieudzielone żadnemu ze starszych ludu ani nawet kapłanowi Aaronowi, rodzonemu bratu Mojżesza, miały jeden cel: aby Jozue syn Nuna „wrósł w ducha” wielkiego proroka.
Bunt, kara i nagroda: Jozue syn Nuna wśród wiernych
Gdy do zakończenia roku obozowania pod Synajem pozostawało zaledwie dziesięć dni, Izrael wznowił swoją pielgrzymkę na północ, zatrzymując się w okolicach wielkiej oazy Kadesz.
Tam Mojżesz wysłał wyprawę na zwiady do ziemi Kanaan. Przy tej właśnie okazji bunt Żydów ściągnął na nich słynną karę: tamto pokolenie, z wyjątkiem wiernego Kaleba i Jozuego, nie wejdzie do Ziemi Obiecanej (por. Lb 14,20-31). Spędzą oni w Kadesz około trzydziestu ośmiu lat (por. Lb 33,36; Pwt 1,46; 2,14).
Po kolejnym okresie wędrówki Hebrajczycy dotrą do innej historycznej góry: Nebo.
Góra pożegnania
Góra Nebo miała stać się świadkiem dopełnienia próby Mojżesza — miejscem, z którego zobaczy on wypełnienie obietnicy, nie mogąc jednak nim żyć. Pismo Święte stwierdza, że była to kara Boża za jego bunt (por. Lb 27,12-14). Czyż jednak nie było to dobrodziejstwem dla ludu, którego własny bunt nie doprowadził do całkowitej zagłady dzięki wstawiennictwu samego Mojżesza (por. Wj 32,10-14)?
W istocie prorok, o wiele bardziej niż ofiarą kary za własny grzech, stał się w tamtej chwili tym, który wziął na siebie winę Izraela, przez co — obok owego tytułu — stał się figurą Jezusa Chrystusa, który „obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze boleści […]; był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy” (Iz 53,4-5).
Lecz pod nieobecność Mojżesza lud potrzebował przewodnika. Modlił się więc: „«Niech Pan, Bóg duchów wszelkiego ciała, ustanowi nad tą społecznością męża, który by na jej czele wychodził i wracał, wyprowadzał ich i przyprowadzał, by społeczność Pana nie była jak stado bez pasterza» (Lb 27,16-17). A Jahwe odpowiedział: «Weź Jozuego, syna Nuna, męża, w którym jest duch, i włóż na niego swoje ręce. […] Przenieś na niego część twojej godności, by cała społeczność Izraelitów była mu posłuszna»” (Lb 27,18.20). Wszystko zostało powiedziane: wypełnienie obietnicy przypadnie Jozuemu!
„Bądź mężny i mocny!”
Mojżesz zgromadził wówczas lud i zachęcił go do odwagi i ufności, a następnie wezwał Jozuego, aby pobłogosławić go wobec wszystkich. Słowa wielkiego wodza były pełne wzruszenia: „Bądź mężny i mocny, bo ty wkroczysz z tym narodem do ziemi, którą poprzysiągł Pan dać ich przodkom, i ty im ją podzielisz w dziedzictwo. Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj!” (Pwt 31,7-8). Potem Mojżesz wszedł na górę Nebo, gdzie umarł i został pogrzebany przez samego Boga (por. Pwt 34,5-6).
Jahwe obiecał być z Jozuem tak, jak był z jego duchowym ojcem (por. Joz 1,5) — i ślubu tego dotrzymał co do joty. We wszystkich wydarzeniach, które nastąpiły — od przejścia przez Jordan i zwycięstwa nad trzydziestoma jeden królami aż po podział ziemi między pokolenia — Jozue syn Nuna okazał się mężem znakomitej mądrości, niezłomnej wytrwałości, a nade wszystko głębokiej wiary.
Jak mówi Pismo, „okazał Panu pełne posłuszeństwo” (Lb 32,12). Bez wątpienia ta prawość wyjednała mu łaskę wzniosłej wymiany serc z prorokiem. Jozue syn Nuna był Mojżeszem walczącym na ziemi, a Mojżesz był Jozuem zwyciężającym w niebie!
(Tekst zaczerpnięty, z adaptacjami, z „Revista Arautos do Evangelho” nr 273, wrzesień 2024. Autor: Luís Felipe Marques Toniolo Silva.)


























