Strona główna Duchowość Św. Jan Gabriel Perboyre: zdradzony przez Judasza, umarł w piątek o trzeciej

Św. Jan Gabriel Perboyre: zdradzony przez Judasza, umarł w piątek o trzeciej

0
10
Malowany portret brodatego kapłana w czarnej sutannie i birecie, ze spuszczonym wzrokiem, trzymającego ciemną księgę – wizerunek św. Jana Gabriela Perboyre
Malarski wizerunek św. Jana Gabriela Perboyre (1802-1840), lazarysty i męczennika Chin. Autor obrazu i źródło nieustalone.

Św. Jan Gabriel Perboyre i św. Franciszek Regis Clet byli francuskimi kapłanami. Ich gorliwość zaprowadziła ich na drugi koniec świata, aby szerzyć wiarę w Chrystusa.

Redakcja (11 września 2026, Gaudium Press) Św. Jan Gabriel Perboyre (1802-1840) – którego wspomnienie obchodzimy dzisiaj, wraz ze wspomnieniem innych świętych – oraz św. Franciszek Regis Clet (1748-1820) byli francuskimi kapłanami misjonarzami ze Zgromadzenia Misji, czyli lazarystami, którzy oddali życie w prześladowaniu za panowania dynastii Qing w Chinach. Ks. Perboyre i ks. Clet zostali kanonizowani w roku 2000, wraz z 33 misjonarzami i 87 świeckimi, przez św. Jana Pawła II.

Ks. Perboyre i ks. Clet: misjonarze i męczennicy

Sięgnijmy do historii.

Ks. Clet został posłany do Chin w samym środku zamętu rewolucji francuskiej i mógł posługiwać w tym kraju przez trzydzieści lat, aż do swojego męczeństwa. Przybył do Chin w 1791 roku i przez blisko 30 lat mógł tam pracować potajemnie. Zmarł w Wuchangu, dokładnie w tym samym miejscu, w którym dwadzieścia lat później miał umrzeć ks. Perboyre.

Ks. Perboyre poszedł śladem swojego rodzonego brata, który – będąc kapłanem – zmarł w drodze do Chin. Zdarzyło się bowiem, że jedynie odprowadził młodszego brata do seminarium wincentyńskiego, mając wyłącznie zamiar pomóc mu się tam urządzić. Tam jednak odkrył własne powołanie i pozostał u lazarystów, których nazywa się również wincentynami.

Święcenia kapłańskie przyjął w Paryżu w 1826 roku, a ze względu na swoje zdolności został wyznaczony na profesora teologii i dyrektora seminarium; jego marzeniem było jednak zostać misjonarzem w Chinach. Zdarzyło się, że jego brat wyruszył przed nim w podróż na Wschód, lecz zmarł na pokładzie statku, dlatego ks. Perboyre poprosił, by zająć jego miejsce i popłynąć do Chin. Do Makau dotarł w 1835 roku.

Stamtąd, również potajemnie, przedostał się w głąb kraju. Nauczył się języka, co nie było łatwym zadaniem, przyjął miejscowy strój i wyruszył, aby umacniać prześladowane wspólnoty chrześcijańskie zakorzenione w prowincjach Henan i Hubei. Te apostolskie trudy trwały zaledwie pięć lat. Powstanie pewnej sekty wywołało ostrą reakcję władz, które w ten sam sposób oskarżyły wyznawców Chrystusa, i tak stali się oni ofiarami obu stron.

Ks. Perboyre: umrzeć za Chrystusa, umrzeć jak Chrystus

Św. Jan Gabriel Perboyre doznawał w czasie prześladowania „głębokiej udręki duszy”, jak stwierdza badacz dr Clark; pociechę znajdował w przebaczeniu, którego Chrystus udzielił Apostołowi św. Tomaszowi.

Po odprawieniu Eucharystii we wrześniu 1839 roku ks. Perboyre został ostrzeżony, że zbliżają się władze, nie uciekł jednak, aby móc spożyć Najświętszy Sakrament i zabezpieczyć naczynia liturgiczne, zapobiegając w ten sposób profanacji. Zdołał wydostać się w ostatniej chwili, uciekając w gęsty bambusowy las.

W środku pierwszej wojny opiumowej napięcie było ogromne, a władze cesarskie oferowały kuszące nagrody za schwytanie podejrzanych cudzoziemców. Wtedy właśnie pewien katechumen, prawdopodobnie syn katechisty, w zamian za nagrodę 30 taeli, czyli srebrnych monet, sprzedał Świętego. Kouan-Lao-San, na wzór Judasza, sam jeszcze zaprowadził żołnierzy do kryjówki ks. Perboyre.

Rok spędził w więzieniach, przenoszony od trybunału do trybunału.

Wśród kar, jakie mu zadano, odnotowano, że musiał klęczeć na łańcuchach i był wieszany za kciuki. Podczas uwięzienia stracił część stopy i dłoni, ponieważ jego kajdany zaciskano do ostateczności. Męczeństwo ks. Perboyre dopełniło się w piątek o trzeciej po południu, tak jak u Chrystusa, gdy kapłana przywiązano do krzyża i uduszono. Stało się to 11 września 1840 roku w Wuchangu.

„Skoro Bóg zechciał umrzeć za nas, my nigdy nie powinniśmy lękać się umrzeć za Niego.”

Chińscy wierni wciąż podtrzymują pamięć o tych pierwszych męczennikach, a dzisiejsi klerycy z Huayuanshan mają za zadanie troszczyć się o płyty nagrobne, które spoczywały na grobach Świętych i które trzeba było ukryć podczas prześladowania w czasie tak zwanej rewolucji kulturalnej, prowadzonej przez władze komunistyczne w połowie XX wieku.

  • Redakcja