Strona główna USA & Kanada o. Mychal Judge: kapelan, który został do końca 11 września

o. Mychal Judge: kapelan, który został do końca 11 września

0
8
Metalowa tablica pamiątkowa za szybą, z napisem „FR. MYCHAL JUDGE, MAY 11, 1933 – SEPTEMBER 11, 2001” i tekstem jego modlitwy, w remizie Engine 1/Ladder 24.
Tablica pamiątkowa ku czci o. Mychala Judge’a w remizie Engine 1/Ladder 24 przy W. 31st Street w Nowym Jorku — zdjęcie archiwalne z 2014 roku, nie z dnia zamachów. Zdjęcie: Fr. Mychal Judge FDNY memorial – inscription autorstwa BrillLyle (praca własna), via Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0. Zmniejszone i przekonwertowane do formatu WebP w stosunku do oryginału.

o. Mychal Judge — kapelan nowojorskiej straży pożarnej, który zginął 11 września 2001 roku. Jego współczucie, odwaga i służba wciąż inspirują.

Redakcja (11 września 2026, Gaudium Press ) To, co złożono przed ołtarzem katolickiego kościoła św. Piotra na manhattańskim Financial District 11 września 2001 roku, było czymś, czego parafia nigdy wcześniej nie widziała. Ze zniszczonego World Trade Center przyniesiono ciało zakonnika: o. Mychal Judge, ukochany brat franciszkanin i kapelan nowojorskiej straży pożarnej (FDNY), zginął wśród pierwszych ofiar zamachów.

Miał 68 lat i całe dziesięciolecia spędził na służbie innym. A jednak to w ostatnich chwilach jego życia, w jednym z najciemniejszych dni w historii Stanów Zjednoczonych, jego wierność obecności, współczuciu i służbie zapisała się na trwałe w pamięci narodu.

Kiedy o godz. 9.59 runęła południowa wieża World Trade Center, gruz wdarł się do holu wieży północnej, gdzie o. Judge posługiwał ratownikom. Świadkowie relacjonowali, że modlił się wtedy raz po raz, błagając: „Jezu, proszę, zakończ to teraz! Boże, proszę, zakończ to!”. Chwilę później nie żył.

Jego ciało wyniosło z miejsca katastrofy pięciu mężczyzn — na zdjęciu, które stało się jedną z fotografii definiujących zamachy z 11 września 2001 roku. Pokryty pyłem, osunięty na krześle i uderzająco blady, o. Mychal Judge stał się jednym z pierwszych widocznych symboli ludzkiej ceny tamtego straszliwego dnia.

Zaledwie kilka przecznic dalej w kościół św. Piotra uderzyło podwozie jednego z uprowadzonych samolotów, które runęło na dach świątyni. Miasto pogrążało się w chaosie. O. Judge był wśród pierwszych ofiar.

o. Mychal Judge: życie naznaczone obecnością

Niemal ćwierć wieku później ci, którzy go znali, wciąż opisują go nie tyle jako ofiarę czy nawet bohatera, ile jako człowieka, przy którym inni czuli się zauważeni.

„Ludzie często mówili o nim, że kiedy z nim rozmawiasz, to tak, jakbyś był jedyną osobą przed nim” — wspominał o. Kevin Mullen, współbrat franciszkanin i były rektor Siena University.

Według Mullena o. Mychal Judge miał rzadką zdolność do tego, by całkowicie zaangażować się w spotkanie z każdym, kto przed nim stanął. Słuchał bez rozproszenia, niosąc pociechę zarówno w chwilach świętowania, jak i kryzysu.

„Angażował się w ciebie bez reszty; nie rozglądał się za tym, z kim mógłby porozmawiać następnym razem. Był w pełni obecny przy tobie” — powiedział Mullen.

Dla wielu to właśnie ta cecha określała posługę o. Judge’a. Czy rozmawiał ze strażakami, z pogrążonymi w żałobie rodzinami, z bezdomnymi nowojorczykami, czy z chorymi — ofiarowywał im niepodzielną uwagę i niezachwiane współczucie.

Dzień, w którym wszystko się zmieniło

Rankiem 11 września o. Mullen przygotowywał się do odprawienia pogrzebu około 24 kilometrów od Manhattanu.

Zanim liturgia się rozpoczęła, dowiedział się, że jedna z wież runęła. Gdy pogrzeb dobiegł końca, nie było już obu.

Później tego popołudnia w radiu podano, że w World Trade Center został ranny kapelan straży pożarnej. Myśli Mullena natychmiast pobiegły ku jednej osobie.

„Mój instynkt podpowiedział mi: ‚To Mychal Judge’” — wspominał.

Przeczucie brało się z pewności co do charakteru zakonnika. Posługując przy kościele św. Franciszka z Asyżu, dokładnie naprzeciw remizy FDNY Engine 1/Ladder 24, o. Mychal Judge zbudował głębokie relacje ze strażakami z całego miasta. Nikt, kto go znał, nie miał wątpliwości, gdzie będzie, gdy nadejdzie katastrofa.

Kiedy Mullen zadzwonił do przełożonego prowincji franciszkanów, potwierdzenie padło bez żadnego wstępu.

„Powiedział tylko: ‚To był Mychal’”.

Tragedia stała się głęboko osobista. A jednak nawet w szoku Mullen wierzył, że jego przyjaciel zginął dokładnie tam, gdzie sam by wybrał.

„Czułem, że gdyby Mychal mógł wybrać, jak odejdzie z tego świata, to byłby właśnie taki wybór: być ze strażakami, odejść dosłownie w służbowych butach. Był tam. Był obecny”.

o. Mychal Judge: kapłan, który wychodził do ludzi tam, gdzie byli

Dziennikarz i pisarz Michael Daly po raz pierwszy zetknął się z o. Judge’em w nieoczekiwanych okolicznościach. W 1994 roku, towarzysząc kapitanowi FDNY Paddy’emu Brownowi w odwiedzinach u ciężko poparzonego strażaka Johna Drennana na oddziale oparzeń, Daly usłyszał śmiech.

Źródłem był kapłan.

Otoczony rannymi strażakami o. Mychal Judge zdołał jakoś wnieść radość w jedno z najtrudniejszych do wyobrażenia miejsc.

„Więc wchodzę” — wspominał Daly — „a tam wszyscy ci faceci śmieją się z czegoś, co powiedział ten ksiądz”.

Ten dar nawiązywania kontaktu z ludźmi stał się jednym ze znaków rozpoznawczych zakonnika.

Daly pamiętał, jak widywał go idącego ulicami Nowego Jorku w brązowym habicie franciszkańskim, pozdrawiającego bezdomnych po imieniu, modlącego się z nimi i po cichu wsuwającego im w dłonie złożone banknoty.

Jego dni bywały długie i wyczerpujące. Posługiwał przy pożarach, akcjach ratunkowych i wypadkach w całym mieście. Towarzyszył strażakom i ich rodzinom. Pocieszał poszkodowanych. W czasie epidemii AIDS opiekował się chorymi wówczas, gdy wielu z nich było izolowanych i napiętnowanych.

Po jego śmierci stało się publicznie wiadome, że o. Judge był homoseksualny. Przyjaciele i współpracownicy mówili, że pozostał wierny swojemu ślubowi czystości. Dla wielu strażaków ta informacja niczego nie zmieniła.

Szczególnie zapadła w pamięć odpowiedź jednego z nich, przytoczona przez Daly’ego: „Cóż, jeśli mówisz mi, że Michael Judge był gejem, to ja ci powiem, że właśnie miałem swojego pierwszego przyjaciela geja”.

Daly określił go jako „genialnego kapłana” — człowieka zdolnego dotrzeć z empatią i zrozumieniem do ludzi ponad podziałami i osobistymi zmaganiami.

Ostatnie czuwanie

O. Christopher Keenan, kolejny franciszkanin i wieloletni przyjaciel, spędził 11 września, pomagając w szpitalu św. Wincentego, do którego przez cały dzień trafiali ocaleni — pokryci pyłem i w szoku.

Po południu napływ pacjentów gwałtownie osłabł.

Lekarze, pielęgniarki i personel stali na zewnątrz z noszami, czekając na poszkodowanych, którzy nigdy nie przybyli.

Szukając o. Judge’a, Keenan dotarł w końcu do remizy Engine 1/Ladder 24 i usłyszał druzgocącą wiadomość.

„Powiedzieli: ‚Nie żyje — a jego ciało jest tutaj, na zapleczu remizy’”.

Za prowizoryczną zasłoną z prześcieradeł spoczywało ciało o. Judge’a w czarnym worku.

„Siedziałem przy jego ciele około godziny” — powiedział Keenan.

Kapelana przeniesiono najpierw do kościoła św. Piotra, a dopiero później do remizy. Tam zebrali się razem strażacy i bracia franciszkanie. Zakonnicy odśpiewali Błogosławieństwo św. Franciszka, zanim karetka przewiozła ciało do kostnicy.

Stratę potęgowała śmierć sześciu strażaków z tej samej remizy.

o. Mychal Judge — ofiara nr 0001 i trwałe dziedzictwo

O. Judge został później oznaczony jako ofiara DM 0001-01 — pierwsza oficjalnie zidentyfikowana spośród 2753 osób, które zginęły w Nowym Jorku podczas zamachów.

Jego śmierć szybko uczyniła z niego w świadomości publicznej symbol odwagi i ofiary. W kolejnych latach był czczony jako bohater, przez niektórych zgłaszany jako kandydat do wyniesienia na ołtarze i wspominany jako przyjaciel strażaków, ubogich, chorych i tych, których społeczeństwo często pomija.

A jednak ci, którzy byli mu najbliżsi, podkreślają, że jego prawdziwe dziedzictwo nie leży w tytułach ani wyróżnieniach, lecz w sposobie, w jaki traktował ludzi.

Michael Daly ujął to dziedzictwo chyba najtrafniej.

„Myślę, że on po prostu… zamieszkiwał w tobie głębiej, niż to rozumiałeś”.

Gdy naród wspomina 25. rocznicę zamachów z 11 września, historia o. Judge’a pozostaje nieodłączna od samej tragedii. To opowieść o kapłanie, który pobiegł w stronę niebezpieczeństwa, a nie od niego; który spędził życie, towarzysząc innym w cierpieniu, i który pozostał przy tych, którym służył, aż do ostatniego tchnienia.

Dla o. Kevina Mullena pamięć pozostaje czymś koniecznym.

„Wielu ludzi po prostu uznało to wydarzenie za oczywistość: ‚Cóż, to historia — zdarzyło się, skończyło się’”.

Ale — dodał — dla rodzin, które tamtego dnia straciły bliskich, ból trwa nadal.

„Dla tych rodzin to się nigdy nie kończy. Nigdy, przenigdy”.

W tej trwającej żałobie i w pamięci o niezwykłym życiu służby, jakim było życie, które prowadził o. Mychal Judge, ludzka historia 11 września opowiadana jest dalej

  • Raju Hasmukh na podstawie materiałów OSV News