Tragedia wkrótce nawiedziła rodzinę Jana, a gdy miał zaledwie dziesięć lat, jego matka ciężko zachorowała, więc chłopiec został oddany pod opiekę wujów.
Redakcja (13.08.2026, Gaudium Press) Jan Berchmans to święty, którego życie dalekie jest od lukrowanego cukierka, jakim bywa niekiedy przedstawiane. Zbierzmy raczej wyśmienity sok tego, co było wielkim życiem.
Jan urodził się w Diest, miasteczku we Flandrii, w Belgii, w 1599 roku. Jego ojciec był garbarzem skór, który zbudował dobry chrześcijański dom.
Jan Berchmans osierocony we wczesnym dzieciństwie
Lecz tragedia nawiedziła rodzinę, a gdy Jan miał zaledwie dziesięć lat, jego matka ciężko zachorowała, więc chłopiec został oddany pod opiekę wujów, a później zapisany do szkoły z internatem.
Wkrótce zrodziło się w nim pragnienie kapłaństwa i zaczął uczyć się łaciny w szkole miejskiej. Brakowało jednak pieniędzy; ojciec chciał, aby Jan pracował, i kazał mu nauczyć się rzemiosła, a ponadto nie życzył sobie, by szedł za swoim powołaniem zakonnym. Ostatecznie sama cnota świętego Jana Berchmansa sprawiła przemianę w tym człowieku, który sam został kapłanem.
Dzięki opatrznościowej interwencji Jan wszedł do domu kanonika Froymonta w Mechelen; tam pomagał w wychowaniu młodych szlachciców i w ten sposób znalazł możliwość kontynuowania nauki.
Jan Berchmans wstępuje do Towarzystwa Jezusowego
W Mechelen jezuici otworzyli kolegium, a po przeczytaniu życiorysu świętego Alojzego Gonzagi Jan usłyszał głos Boga mówiący mu, że chce go mieć w Towarzystwie Jezusowym.
Naturalne dary, ale zwłaszcza dary nadprzyrodzone nowicjusza Jana były wyjątkowe, tak że w ciągu roku został już mistrzem nowicjuszy. W 1618 roku złożył śluby wieczyste, a następnie został wysłany do Rzymu, gdzie mając zaledwie 22 lata zachorował i zmarł, w 1621 roku.
Wielki czciciel Maryi Panny, święty Jan Berchmans był pewien, że jeśli pozostanie zjednoczony z Matką Bożą, „moje zbawienie jest zapewnione, wytrwam w moim powołaniu, osiągnę wszystko, czego pragnę — jednym słowem, będę wszechmocny”.
W owych czasach toczyła się dyskusja, czy Maryja Panna została poczęta bez grzechu pierworodnego, a w pierwszym szeregu broniących przywileju Niepokalanej stał inny jezuita, święty Robert Bellarmin. Wkrótce jednak dyskusje zaczęły skłaniać się ku uznaniu tego wielkiego daru Matki Bożej, a hiszpański teolog Juan de Lugo powiedział, że ruch ten zawdzięczano modlitwom Jana Berchmansa, którego cnota była już dobrze znana.
Pod koniec życia święty Jan podpisał własną krwią przyrzeczenie, „aby potwierdzać i bronić, gdziekolwiek by się znalazł, dogmatu Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny”.
Jego drogą do cnoty było wypełnianie swoich obowiązków w wybitny sposób. „Moją największą pokutą jest życie wspólne”. I tak pragnął być „świętym bez żadnej zwłoki”, w swoim życiu jako jezuita, w ubóstwie, posłuszeństwie i czystości — cnocie, która jaśniała w nim jak w świętym Alojzym Gonzadze.
I tak doszedł do chwały ołtarzy.
Na podstawie informacji Vatican News i ACI Prensa.


























