18.2 C
Warszawa
środa, 12 sierpnia, 2026
Strona główna Europa Zakaz przepowiadania przez świeckich: jak biskup Moguncji sygnalizuje opór wobec Rzymu

Zakaz przepowiadania przez świeckich: jak biskup Moguncji sygnalizuje opór wobec Rzymu

0
4
Katedra w Kolonii oświetlona nocą, z mostem Hohenzollernów nad Renem
Zdjęcie ilustracyjne: katedra w Kolonii. Fot. Nikolay Kovalenko / Unsplash.

Biskup Peter Kohlgraf broni niewykonywania rzymskiego zakazu przepowiadania przez świeckich, uwypuklając narastające napięcia między niemieckimi biskupami a Watykanem.

News Room (11 sierpnia 2026, Gaudium Press ) Odsłaniający kulisy wywiad z biskupem Peterem Kohlgrafem z Moguncji ujawnił to, co krytycy postrzegają jako narastającą strategię wśród części niemieckiego episkopatu: formalne uznawanie dyrektyw Watykanu — takich jak zakaz przepowiadania przez świeckich — przy jednoczesnym odmawianiu ich egzekwowania w praktyce. Takie podejście pozwala biskupom diecezjalnym zachować pozorną zgodność z prawem Kościoła, jednocześnie zapewniając, że sporne praktyki duszpasterskie pozostają niezmienione na poziomie lokalnym.

Wywiad, opublikowany przez Katholisch.de, nieoficjalny portal informacyjny powiązany z Konferencją Episkopatu Niemiec, daje rzadki i niezwykle szczery wgląd w to, jak zarządzane są napięcia między Rzymem a częścią Kościoła niemieckiego. Co istotniejsze, wydaje się on wysyłać sygnał do innych biskupów stojących wobec podobnych konfliktów z władzą Watykanu: istnieje sposób, by uniknąć bezpośredniej konfrontacji, skutecznie niwecząc praktyczne skutki decyzji Rzymu.

W centrum kontrowersji znajduje się od dawna obowiązujący zakaz wygłaszania homilii podczas Mszy przez osoby świeckie. Zgodnie z prawem kanonicznym i normami rzymskokatolickimi homilia jest zastrzeżona dla wyświęconych szafarzy, a biskupi diecezjalni nie posiadają władzy udzielania dyspensy od tego wymogu. Kohlgraf otwarcie przyznaje tę rzeczywistość.

„Mandat Kościoła” w kwestii przepowiadania przez świeckich pozostaje w mocy, mówi, a prawo kanoniczne nadal stanowi fundament. Jego wyjaśnienie nie kończy się jednak na tym. Uznając, że brakuje mu władzy, by zezwolić na przepowiadanie przez świeckich, jednocześnie daje jasno do zrozumienia, że nie zamierza interweniować, gdy do niego dochodzi.

Według biskupa świeccy nadal głoszą kazania w niektórych parafiach jego diecezji. Jeśli takie przypadki dojdą do jego wiadomości, mówi, że nie nałoży środków dyscyplinarnych, nie wszczyna sankcji ani nie będzie egzekwował zgodności. Nie udzieli też formalnego zezwolenia na tę praktykę. Zamiast tego po prostu „przyjmie do wiadomości”, że ona istnieje.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie.

Odmawiając zarówno formalnej aprobaty, jak i formalnego egzekwowania, Kohlgraf zajmuje przestrzeń między posłuszeństwem a nieposłuszeństwem. Reguła Watykanu pozostaje uznawana na papierze, lecz jej stosowanie staje się w praktyce faktycznie opcjonalne. Parafie otrzymują niedwuznaczny sygnał: choć Rzym może zakazywać tej praktyki, kierownictwo diecezji nie wystąpi przeciwko tym, którzy ją kontynuują.

Krytycy zapewne zinterpretują to jako wyrafinowaną formę oporu instytucjonalnego. Biskup nie rzuca bezpośredniego wyzwania Watykanowi. Nie wydaje dekretów sprzecznych z prawem kanonicznym. Jednak praktyczny rezultat jest taki sam, jak gdyby udzielono zezwolenia. Przepowiadanie przez świeckich trwa, przełożeni parafii nie ponoszą konsekwencji, a władze diecezjalne stoją z boku.

Sam Kohlgraf nie pozostawia wielkich wątpliwości co do swoich osobistych preferencji. Stwierdza, że postrzega wykształconych teologicznie pracowników duszpasterskich jako „skarb dla Kościoła” i wskazuje, że przyjąłby z zadowoleniem przepowiadanie przez świeckich, gdyby Watykan miał na nie zezwolić. Jego sprzeciw nie dotyczy samej praktyki, lecz ograniczeń nałożonych przez Rzym.

W rezultacie odpowiedź biskupa jawi się jako bierne nieprzestrzeganie. Zamiast otwarcie kwestionować zakaz, odmawia zapobiegania jego naruszeniom. Konsekwencją, jak sam przyznaje, jest to, że dyrektywa Watykanu niczego nie zmienia w codziennej rzeczywistości duszpasterskiej diecezji Moguncji.

„Tak więc dla naszej diecezji zakaz przepowiadania przez świeckich niczego nie zmienia w konkretnej praktyce duszpasterskiej” — wyjaśnia.

Wywiad ujawnia również to, co Kohlgraf uważa za bardziej niepokojący rozwój wydarzeń wynikający ze stanowiska Rzymu. Jego niepokój budzi nie tyle sam zakaz, ile możliwość, że mógłby on zachęcać do skarg ze strony wiernych katolików, którzy sprzeciwiają się praktykom liturgicznym uznawanym przez nich za naruszające prawo Kościoła.

Wyraża frustrację, że niektórzy katolicy zgłaszają domniemane nadużycia bezpośrednio władzom diecezjalnym. Inni, jak zauważa, kontaktują się z nuncjuszem apostolskim lub komunikują się bezpośrednio z Rzymem. Takie apele stały się bardziej widoczne w miarę nasilania się debat o dyscyplinie liturgicznej i władzy kościelnej.

Sposób, w jaki sam Kohlgraf traktuje te skargi, odzwierciedla jego szersze podejście do całej kontrowersji.

Gdy zatroskani wierni piszą do niego, mówi, że odpowiada uprzejmie i spokojnie. Następnie przekazuje te obawy właściwemu proboszczowi lub przełożonemu duszpasterskiemu i „przyjmuje do wiadomości” sytuację. Jak opisano w wywiadzie, niewiele wskazuje na to, by takie skargi prowadziły do działań dyscyplinarnych lub znaczącej interwencji.

Dla krytyków utrwala to przekonanie, że kierownictwo diecezji już wybrało swoją stronę. Urzędnicy parafialni mogą rozsądnie wywnioskować, że cieszą się milczącym poparciem biskupa, podczas gdy zatroskani katolicy otrzymują uprzejme potwierdzenia, które ostatecznie pozostawiają istniejące praktyki nienaruszone.

Być może najbardziej uderzającym aspektem tego epizodu nie jest sama polityka, lecz pewność siebie, z jaką jest ona publicznie omawiana. Kohlgraf nie wydaje się obawiać, że jego uwagi sprowokują konsekwencje dyscyplinarne. Przeciwnie, otwartość wywiadu sugeruje przekonanie, że Rzym jest już świadomy sytuacji i mało prawdopodobne, by podjął działania.

To przekonanie napędza szerszą krytykę często kierowaną pod adresem części Kościoła niemieckiego: że niektórzy biskupi coraz częściej działają tak, jakby posiadali praktyczną niezależność od szerszej władzy kościelnej. Formalne struktury komunii pozostają nienaruszone, lecz posłuszeństwo niechcianym dyrektywom staje się selektywne lub symboliczne.

To, czy ocena ta jest sprawiedliwa, czy przesadzona, pozostaje kwestią sporną. Niezaprzeczalne jest jednak to, że Kohlgraf wyartykułował model sprawowania władzy, w którym niezgoda z Rzymem nie wymaga otwartego buntu. Zamiast tego może ona przybrać formę administracyjnej bierności, pozwalającej zakazanym praktykom trwać pod osłoną oficjalnego braku aprobaty.

Dla przeciwników reformatorskiej agendy Kościoła niemieckiego takie podejście może być nawet bardziej niepokojące niż bezpośrednia konfrontacja. Otwarty sprzeciw można rozpatrzyć i osądzić. Ciche nieegzekwowanie jest znacznie trudniejsze do skonfrontowania, zwłaszcza gdy zasady są uznawane słownie, a ignorowane w praktyce.

Szersza obawa wśród krytyków jest taka, że taka bezkarność — rzeczywista czy domniemana — wykracza daleko poza kwestię przepowiadania przez świeckich. Jeśli biskupi mogą skutecznie neutralizować dyrektywy Watykanu po prostu odmawiając ich egzekwowania, to precedens sięga w szersze debaty dotyczące doktryny, moralności i zarządzania kościelnego.

W tym sensie kontrowersja w Moguncji dotyczy czegoś więcej niż tego, kto może głosić kazanie podczas Mszy. Jest to przypadek testowy w trwającym zmaganiu o władzę wewnątrz Kościoła katolickiego: czy dyrektywy Rzymu pozostają wiążącą rzeczywistością, czy też coraz bardziej stają się zaleceniami, które lokalni przywódcy mogą wdrażać, reinterpretować lub po cichu lekceważyć.

  • Raju Hasmukh na podstawie materiałów INfocatholica

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj