
Jordania przeprowadziła naloty w południowej Syrii po powiązaniu podejrzanych o udział w ataku na kościół z siatkami bojowników, a siły bezpieczeństwa zatrzymały trzech oskarżonych napastników.
Redakcja (27 października 2026, Gaudium Press) Jordania rozszerzyła swoją odpowiedź na jeden z najkrwawszych aktów przemocy, jakich królestwo doświadczyło od lat: przeprowadziła naloty na – jak to określiła – kryjówki bojowników w południowej Syrii, a jednocześnie ogłosiła aresztowanie trzech podejrzanych, oskarżonych o udział w zeszłotygodniowym krwawym ataku na kościół w muhafazie Karak.
Te wydarzenia oznaczają znaczącą eskalację jordańskiej kampanii antyterrorystycznej i uwydatniają rosnące w królestwie obawy przed transgranicznymi siatkami bojowników działającymi wzdłuż jego północnej granicy. Do nalotów doszło w chwili, gdy władze starały się pokazać zdecydowaną odpowiedź na atak, który wstrząsnął krajem od dawna uważanym za jedno z najstabilniejszych państw Bliskiego Wschodu.
Według przedstawicieli władz jordańskie służby bezpieczeństwa powiązały zatrzymanych podejrzanych o udział w ataku na kościół z organizacjami ekstremistycznymi działającymi z terenu południowej Syrii, co skłoniło do podjęcia działań zbrojnych przeciwko miejscom uważanym za powiązane z tymi grupami.
Jordania przeprowadza naloty w południowej Syrii
Jordańskie siły zbrojne ogłosiły, że ich lotnictwo przeprowadziło precyzyjne uderzenia na – jak to określono – pozycje bojowników w południowych prowincjach Syrii. Przedstawiciele wojska oświadczyli, że celem operacji była neutralizacja elementów ekstremistycznych uważanych za powiązane ze sprawcami ataku na wspólnotę chrześcijańską w Karak.
Według władz jordańskich misję przeprowadzono po tym, jak śledztwo wykazało powiązania między podejrzanymi o udział w ataku na kościół a – jak to ujęli urzędnicy – grupami terrorystycznymi działającymi po drugiej stronie granicy.
Jordańskie wojsko poinformowało, że naloty przeprowadzono w koordynacji z władzami syryjskimi. Damaszek przedstawił jednak odmienną wersję wydarzeń, co ujawniło rzadki publiczny spór między rządami sąsiednich państw.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Syrii oświadczyło, że Jordania nie poinformowała Damaszku o operacji ani w wystarczającym stopniu, ani z wyprzedzeniem. Syryjscy urzędnicy przekazali, że wszczęli dochodzenie w sprawie ataków, i podkreślili znaczenie współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa oraz koordynacji działań w terenie w regionach przygranicznych.
W stanowczym oświadczeniu Damaszek stwierdził, że wyraził „całkowite zastrzeżenie” wobec nalotów, i zaprotestował przeciwko przeprowadzeniu operacji bez wcześniejszej koordynacji.
Sprzeczne relacje unaoczniły drażliwy charakter działań wojskowych w jednej z najbardziej niestabilnych stref przygranicznych regionu, gdzie obawy związane z przemytem, przenikaniem bojowników i niestabilnością wielokrotnie wystawiały na próbę relacje między oboma krajami.
Doniesienia o ofiarach cywilnych w Syrii
Skutki nalotów szybko stały się przedmiotem sprzecznych twierdzeń.
Syryjska Obrona Cywilna poinformowała, że zginęło siedem osób, w tym troje dzieci i kobieta, a trzy kolejne zostały ranne. Zespoły ratunkowe wysłano do czterech miejsc na terenach wiejskich prowincji Dara i As-Suwajda, które miały zostać trafione w nalotach.
Według wstępnej oceny wśród trafionych miejsc znalazły się obszary mieszkalne i cywilne.
Władze jordańskie nie skomentowały od razu liczby ofiar ani nie odniosły się do zarzutów dotyczących śmierci cywilów.
Doniesienia o ofiarach śmiertelnych grożą podważeniem uzasadnienia jordańskiej operacji i mogą wzmóc międzynarodową kontrolę nad działaniami wojskowymi prowadzonymi przez granicę, która z powodu przedłużającego się konfliktu w Syrii pozostaje wyjątkowo newralgiczna.
Syria zamyka strategiczne przejście graniczne
Kilka godzin po nalotach władze syryjskie ogłosiły zamknięcie przejścia granicznego Nassib – jedynego przejścia osobowego i towarowego między Syrią a Jordanią.
Syryjski Generalny Urząd ds. Przejść Granicznych i Ceł poinformował, że cały ruch osobowy i towarowy zostanie wstrzymany w obu kierunkach z powodu rozwoju sytuacji w prowincji Dara.
Zamknięcie przejścia ma znaczenie gospodarcze dla obu krajów. Nassib jest kluczową arterią handlową łączącą Jordanię z Syrią, a dalej z rynkami w Libanie, Turcji i Europie. Każde dłuższe zakłócenie może odbić się na regionalnych przepływach handlowych i transgranicznej działalności gospodarczej, która stopniowo odradzała się po latach niestabilności w czasie wojny domowej w Syrii.
Aresztowania po ataku na kościół: duża operacja służb bezpieczeństwa
Wcześniej, w poniedziałek, jordańscy urzędnicy ujawnili szczegóły dużej operacji służb bezpieczeństwa, w wyniku której schwytano trzech podejrzanych, oskarżonych o udział w piątkowym ataku na kościół.
Minister spraw wewnętrznych Mazen al-Faraya i dyrektor Służby Bezpieczeństwa Publicznego gen. dyw. Obeidallah al-Maaytah poinformowali, że siły bezpieczeństwa namierzyły podejrzanych w opuszczonym domu we wsi al-Judayyda, położonej w pobliżu Hamoud w muhafazie Karak.
Operacja zakończyła się długotrwałą wymianą ognia, gdy podejrzani podobno odmówili poddania się.
Według przedstawicieli władz funkcjonariusze otoczyli posesję po szeroko zakrojonej obławie, obejmującej przeszukania wielu miejsc w okolicy. Jak wynika z relacji rządowych, podejrzani otworzyli ogień do sił bezpieczeństwa, co wywołało zbrojną konfrontację trwającą kilka godzin.
Jednostki bezpieczeństwa ostatecznie obezwładniły i aresztowały wszystkich trzech mężczyzn, którzy w trakcie wymiany ognia odnieśli poważne obrażenia.
Władze oświadczyły, że żaden z funkcjonariuszy nie został ranny.
Według doniesień w kryjówce zabezpieczono broń i duże ilości amunicji.
Przedstawiciele rządu podkreślili, że śledztwo wciąż trwa i nie wyklucza się kolejnych aresztowań.
„Sprawa nie została jeszcze zamknięta” – powiedział dziennikarzom al-Faraya, zaznaczając jednocześnie, że śledczy nie znaleźli dotąd dowodów łączących podejrzanych z innymi komórkami operacyjnymi w Jordanii.
Tożsamość podejrzanych o udział w ataku na kościół
Władze jordańskie publicznie podały tożsamość trzech aresztowanych mężczyzn.
Według przedstawicieli służb bezpieczeństwa podejrzani należą do tej samej rodziny, a wśród nich jest dwóch braci. Są to: Hazza Zeidan Muhammad, określony przez władze jako planista i mózg ataku, jego brat Mishal Zeidan Muhammad oraz ich krewny Ahmed Sami Hussein.
Jak poinformowali urzędnicy, wszyscy trzej są obywatelami Jordanii.
Choć władze określiły napaść jako akt ekstremistycznego terroryzmu, nie wskazały publicznie organizacji ideologicznej stojącej za atakiem. Żadna grupa bojowników nie przyznała się do odpowiedzialności.
Śledczy nadal badają, czy podejrzani działali sami, czy też utrzymywali szersze powiązania z siatkami ekstremistów poza granicami Jordanii.
Atak, który wstrząsnął Jordanią
Do przemocy doszło podczas zgromadzenia żałobnego w kościele św. Jerzego we wsi Hamoud, w muhafazie Karak, około 120 kilometrów na południowy zachód od Ammanu.
Według świadków uzbrojeni mężczyźni otworzyli ogień do żałobników, zamieniając to, co powinno być podniosłą uroczystością religijną, w scenę chaosu i grozy.
Zginęło dziewięć osób, a co najmniej 34 zostały ranne.
Nagrania wideo rozpowszechniane w lokalnych mediach i serwisach społecznościowych zdawały się pokazywać kilku napastników strzelających przed terenem kościoła, a następnie zbliżających się do wejścia. Kolejne nagrania pokazywały wiernych i żałobników szukających schronienia, gdy w okolicy rozlegały się strzały.
Atak wstrząsnął Jordańczykami bez względu na podziały polityczne, religijne i społeczne.
Chrześcijanie w Jordanii, których liczbę szacuje się na dwa do trzech procent ludności kraju, od dawna żyją w pokoju w królestwie z muzułmańską większością. Szczególnie Karak jest domem jednej z najważniejszych wspólnot chrześcijańskich w kraju i jest powszechnie znany ze swojego znaczenia historycznego i religijnego.
Wśród ofiar byli Jordańczycy chrześcijanie i muzułmanie, co odzwierciedlało wspólnotowy charakter uroczystości żałobnej.
Tysiące osób uczestniczyły w pogrzebach zabitych; trumny okryte jordańskimi flagami niesiono zatłoczonymi ulicami pod silną ochroną.
Po ataku na kościół król Abdullah nakazuje odpowiedź „żelazną pięścią”
Atak wywołał natychmiastową reakcję jordańskich władz.
Król Abdullah II zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego i polecił służbom bezpieczeństwa zareagować – jak to określili urzędnicy – „żelazną pięścią”.
Monarcha zapowiedział, że każdy, kto brał udział w ataku, stanie przed wymiarem sprawiedliwości, a ochronę obywateli Jordanii nazwał narodową czerwoną linią.
Premier Jafar Hassan ogłosił trzydniową żałobę narodową, a w instytucjach rządowych w całym kraju flagi opuszczono do połowy masztu.
Wysocy rangą przedstawiciele służb bezpieczeństwa powtarzali słowa króla podczas konferencji prasowych po aresztowaniach.
„Nie będziemy tolerować ekstremistycznego terroryzmu” – mówili urzędnicy, przedstawiając atak jako bezpośrednie zagrożenie dla jedności narodowej i stabilności społecznej.
Gen. dyw. al-Maaytah podkreślił, że oskarżeni nie reprezentują szerszych społeczności ani rodzin: „Jeśli Bóg pozwoli, reprezentują tylko samych siebie”.
Sprawdzian stabilności Jordanii
Dwa równoległe wydarzenia – naloty w Syrii i aresztowania w Jordanii – świadczą o niezwykle zdecydowanej i szeroko zakrojonej reakcji władz, zdeterminowanych, by nie dopuścić do powtórzenia masakry w kościele.
Od dziesięcioleci Jordania przedstawia się jako kluczowy partner regionalny w walce z terroryzmem i cieszy się opinią państwa stabilnego, choć otaczają ją strefy konfliktów. Atak na kościół w Hamoud podważył ten wizerunek i ujawnił obawy związane z radykalizacją, wpływami ekstremistów oraz słabościami bezpieczeństwa na granicach.
Choć urzędnicy zapewniają, że obecnie nie ma dowodów na istnienie szerszej siatki w kraju, trwa śledztwo w sprawie genezy ataku i zakresu ewentualnych powiązań między podejrzanymi a grupami bojowników działającymi poza królestwem.
Podczas gdy Jordania opłakuje ofiary i szuka odpowiedzi, reakcja rządu przerodziła się z lokalnego śledztwa kryminalnego w szerszą kampanię bezpieczeństwa, obejmującą coraz bardziej niestabilny region przygraniczny. Najbliższe tygodnie prawdopodobnie pokażą, czy aresztowania i operacje wojskowe rozbiły odosobnioną komórkę ekstremistów, czy też ujawniły głębsze zagrożenie dla bezpieczeństwa, sięgające poza granice Jordanii.
- Raju Hasmukh na podstawie materiałów CBC i Al Jazeery























