Strona główna Duchowość Fundament miłości bliźniego – komentarz do Ewangelii niedzielnej

Fundament miłości bliźniego – komentarz do Ewangelii niedzielnej

0
4
Obraz olejny: w mrocznym, sklepionym wnętrzu mężczyźni przy stole z księgami przyjmują tłum ludzi z dziećmi; przez łuk widać jasny krajobraz z ruinami
Zdjęcie ilustracyjne. Jacob Willemsz. de Wet, obraz z połowy XVII w. Domena publiczna, Wikimedia Commons.

Skoro miłość naturalna potrafi oddać własne życie, cóż powiedzieć o miłości, która pochodzi od samego Boga?

Redakcja (26 października 2026, Gaudium Press) Odpowiedź, jakiej Jezus udzielił na podchwytliwe pytanie faryzeusza, opisana w Ewangelii tej XXX Niedzieli zwykłej, streszcza całą naukę zawartą w Prawie i Prorokach w zaledwie dwóch przykazaniach: miłości Boga nade wszystko i miłości bliźniego jak siebie samego.

Źródło wszelkiego dobra i miłości bliźniego

Między tymi dwiema miłościami, które w rzeczywistości są jedną, istnieje relacja wzajemnego wsparcia. Jeśli bowiem prawdą jest, że tylko ten, kto potrafi miłować brata, którego widzi, prawdziwie miłuje Boga, którego nie widzimy,[1] to prawdą jest również, że autentyczna miłość bliźniego to ta, która wypływa z miłości Boga, będącego źródłem i pełnią wszelkiego dobra.

Dlatego miłość bliźniego osiąga swoją pełnię dopiero wtedy, gdy jest ugruntowana w miłości Boga; staje się wówczas zdolna znosić najcięższe cierpienia, przekraczając granice samej natury ludzkiej.

Skrajne przejawy miłości naturalnej

Opowiada się, że niedawno w pewnej wielkiej metropolii kilka samochodów stało na czerwonym świetle. Wyobraźmy sobie zdumienie wszystkich, gdy zobaczyli zakapturzonego mężczyznę, który podszedł do jednego z aut i, wymachując pistoletem, zaczął walić w szybę kierowcy! Kobieta za kierownicą nie opuściła szyby ani nie otworzyła drzwi, mimo krzyków i gorączkowego naciskania napastnika.

W końcu przestępcy udało się otworzyć drzwi; brutalnie wyciągnął kobietę z samochodu i uruchomił silnik. Kobieta jednak rzuciła się przed pojazd, tak że złodziej, chcąc jechać dalej, musiałby ją przejechać. Rzecz jasna wszyscy obecni, obserwujący tę scenę mniej lub bardziej z ukrycia, zastanawiali się, czy ofiara jest przy zdrowych zmysłach… Wściekły, oburzony i niepewny siebie przestępca zrezygnował z kradzieży, wysiadł z samochodu, wykrzyczał kobiecie do ucha: „Zwariowałaś!” i uciekł. Poprawiwszy ubranie, na oczach gromadzącego się tłumu gapiów kobieta podeszła do tylnych drzwi, nachyliła się i wyjęła z fotelika swojego nowo narodzonego synka; ucałowała go w czoło, wywołując oklaski i łzy obecnych.

Jeśli naturalna miłość matki do dziecka sprawia, że jest ona gotowa oddać własne życie, cóż powiedzieć o miłości bliźniego, która wypływa z samego źródła miłości, jakim jest sam Bóg?

Wytrwałość miłości bliźniego

Choć może się to wydawać niewiarygodne, łatwiej okazać miłość, narażając życie – nawet w jednym czynie – niż okazywać ją przez całe życie, naznaczone zwykłymi wzlotami i upadkami codzienności. Ileż małżeństw wypala się we wspólnym życiu, w którym brakuje miłości? Jak trudno znosić wadę kogoś, z kim przyjdzie mi żyć przez długi czas! Jak łatwo wypuścić lawinę raniących słów, zamiast się powstrzymać i okazać cierpliwość!

To właśnie w codziennym życiu objawia się fundament naszej miłości bliźniego: czy jest nim Bóg, czy my sami.

Miłość oparta na sobie samym – to znaczy na osobistej przyjemności, jaką ktoś nam sprawia – trwa tylko tak długo, jak długo trwa czerpanie z tej przyjemności. Natomiast miłość ugruntowana w Bogu będzie trwać tak długo, jak długo pozostanie zjednoczona z samym Bogiem. Taka jakość miłości należy do porządku nadprzyrodzonego i tak bardzo przewyższa ludzkie władze, że jest możliwa jedynie z pomocą łaski Bożej. Tak więc doskonała miłość bliźniego jest owocem mocy Boga działającej w nas.

Prośmy zatem Najświętsze Serce Jezusa, aby pozwoliło nam naśladować Jego przykład miłości. To On – zanim stał się ofiarą za grzeszników, niosąc na swoich barkach ciężar naszych win i płacąc własnym ciałem cenę naszego odkupienia – zawsze był gorejącym ogniskiem miłości ku Ojcu.

Autor: Rodrigo Siqueira