Strona główna Bliski Wschód Chrześcijanie w Jordanii opłakują dziewięć ofiar ataku na cerkiew w Karaku

Chrześcijanie w Jordanii opłakują dziewięć ofiar ataku na cerkiew w Karaku

0
9
Kadr z nagrania kamery monitoringu: dwie osoby w ciemnych ubraniach biegną chodnikiem obok bramy, w tle parking z samochodami
Kadr z nagrania kamery monitoringu. Domena publiczna, Wikimedia Commons

Chrześcijańska wspólnota Jordanii opłakuje dziewięć ofiar ataku na cerkiew w Karaku, a jej przywódcy w atmosferze lęku wzywają do jedności, sprawiedliwości i odnowionego współistnienia.

Redakcja (3 listopada 2026, Gaudium Press) Zanim ks. Boulos Baqain zacznie mówić o traumie, która ogarnęła jego wspólnotę, musi poczekać na zakończenie kolejnego nabożeństwa żałobnego. To jedno z wielu takich modlitewnych spotkań od zeszłego piątku, kiedy w Hmoud doszło do krwawego ataku – tragedii, która wstrząsnęła chrześcijańską mniejszością w Jordanii i postawiła nowe pytania o bezpieczeństwo, współistnienie i przyszłość życia chrześcijańskiego w królestwie.

Gdy melchicki kapłan w końcu dołącza do rozmowy wideo, na ekranie na chwilę pojawia się dwoje małych dzieci. Grzecznie się witają i nieśmiało uśmiechają, po czym odchodzą. Ich ojciec, Alaa Masarweh, był jedną z dziewięciu osób zabitych, gdy uzbrojeni napastnicy otworzyli ogień do żałobników zgromadzonych podczas pogrzebu przed greckoprawosławną cerkwią św. Jerzego.

Atak zamienił i tak już przygnębiającą uroczystość w obraz spustoszenia.

„Nie do końca rozumieją, co się stało” – powiedział ks. Baqain, gdy dzieci wyszły z pokoju. „W ich sercach jest głęboka rana, bo nie ma już ich ojca. Ciągle pytają, dlaczego ich tata zginął, czym zasłużył na taki los”.

Te pytania rozbrzmiewają w całym Karaku i poza nim. Zadają je nie tylko pogrążone w żałobie dzieci, ale także członkowie chrześcijańskiej wspólnoty Jordanii, która stanowi około 2 proc. ludności i historycznie cieszyła się pokojowymi relacjami z muzułmańską większością kraju.

Od pokoleń chrześcijanie i muzułmanie w Jordanii żyją obok siebie jako sąsiedzi, koledzy ze szkolnej ławki, współpracownicy i przyjaciele. W Karaku, mieście w środkowo-południowej Jordanii, często uważanym za symbol współistnienia, wielu mieszkańcom trudno pogodzić tę rzeczywistość z przemocą, która rozegrała się przed jedną z najważniejszych świątyń w regionie.

Celowy atak na chrześcijan w Karaku

W wyniku ataku dziesiątki osób zostały ranne, a cała wspólnota doznała traumy.

Choć władze Jordanii ogłosiły aresztowanie trzech podejrzanych powiązanych z napaścią, określając ich jako członków jednej rodziny kierujących się ideologią ekstremistyczną, emocjonalne skutki tragedii wciąż się pogłębiają.

72-letni ks. Baqain od trzydziestu lat posługuje wspólnocie melchickiej w Karaku i pobliskiej miejscowości Adir. W tym czasie był świadkiem, jak Jordania radziła sobie z niestabilnością w regionie, w dużej mierze zachowując wewnętrzną harmonię.

Kapłan uważa, że ten atak znacząco różni się od zamachu terrorystycznego, który dotknął Karak w grudniu 2016 r., kiedy to uzbrojeni napastnicy i zakładnicy zostali uwięzieni w miejskiej twierdzy z czasów krzyżowców podczas krwawego oblężenia, w którym zginęło 10 osób.

„Tamten atak był wymierzony we wszystkich, zarówno w muzułmanów, jak i w chrześcijan” – powiedział. „Ten był wymierzony konkretnie w chrześcijan. Napastnicy przyszli pod kościół, gdzie zgromadzili się chrześcijanie, i otworzyli ogień”.

To rozróżnienie spotęgowało lęk chrześcijan, i tak już zaniepokojonych swoją długofalową przyszłością w regionie.

Hmoud, wieś na północ od Karaku z liczną ludnością chrześcijańską, od dawna słynie z pielęgnowania swoich tradycji religijnych i dziedzictwa. Na murach greckoprawosławnej cerkwi św. Jerzego widać dziś wyraźne ślady przemocy, w tym ślady po kulach i przelanej krwi, które nie dają spokoju mieszkańcom.

Próba dla jedności narodowej

Atak natychmiast wywołał reakcję w skali całego kraju.

Król Abdullah II wkrótce potem udał się do Karaku, gdzie spotkał się z ocalałymi i rodzinami ofiar, potępiając napaść jako atak na jedność Haszymidzkiego Królestwa.

Jordania zyskała opinię jednego z najstabilniejszych państw Bliskiego Wschodu, mimo konfliktów w regionie i obecności licznych uchodźców. Król podkreślił, że tkanka społeczna kraju pozostaje silniejsza niż próby jej rozbicia.

„Wszyscy Jordańczycy, od północy po południe, są partnerami we wspólnej ziemi i wspólnym losie i nic nie stoi między nimi” – powiedział.

Niedzielny pogrzeb w greckoprawosławnej cerkwi św. Jerzego stał się wymowną manifestacją solidarności narodowej i religijnej. Uczestniczyli w nim zwierzchnicy różnych Kościołów, w tym kard. Pierbattista Pizzaballa, łaciński patriarcha Jerozolimy, oraz greckoprawosławny patriarcha Jerozolimy Teofil III. Ich obecność, wraz z wysokimi rangą duchownymi i przedstawicielami dyplomatycznymi, podkreśliła zaniepokojenie atakiem, a zarazem dodała otuchy rodzinom pogrążonym w żałobie.

Dla wielu mieszkańców to zgromadzenie było czymś więcej niż pogrzebem. Było wspólnym potwierdzeniem, że chrześcijanie w Jordanii nie są sami w swoim cierpieniu.

W Karaku chrześcijan i muzułmanów łączy codzienna współzależność

Mimo szoku wywołanego atakiem miejscowi przywódcy wciąż podkreślają więzi, które od dawna kształtują życie w Karaku.

Ks. Baqain mówi o codziennej rzeczywistości opartej na współpracy, a nie na podziałach.

„Zawsze coś dla nich robimy, a oni dla nas” – powiedział. „Tak było zawsze”.

To poczucie współzależności stało się szczególnie widoczne po ataku, gdy zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie uczestniczyli w uroczystościach żałobnych i wyrażali solidarność z rodzinami ofiar.

Wśród zabitych był Mohammad Al-Qassous, chrześcijański dentysta, którego imię odzwierciedla tradycję rozpowszechnioną wśród części arabskich chrześcijan, podtrzymujących więzi kulturowe wspólne dla różnych wspólnot religijnych. Jego życie – jak mówią mieszkańcy – uosabiało splecioną tożsamość, która od dawna charakteryzuje społeczeństwo jordańskie.

Dla ks. Baqaina powszechne wyrazy współczucia są źródłem nadziei pośród tragedii.

Widzi w tej wspólnej reakcji przypomnienie, że atak powinien wzmocnić więzi między wspólnotami, a nie je osłabić.

Lęk o przyszłość

Niepewność jednak pozostaje.

Atak zmusił wielu chrześcijan do zmierzenia się z trudnymi pytaniami o ich miejsce w przyszłości Jordanii.

„To rodzi pytanie, co przyniesie nam przyszłość” – powiedział ks. Baqain. „Musimy zadbać o to, by chrześcijanie mogli nadal żyć w tej części Jordanii. W tej chwili panuje ogromny lęk. Chcemy chrześcijaństwa wolnego od strachu i od niepokoju o przyszłość”.

Obawy te potęgują szersze wyzwania społeczne i gospodarcze w Karaku.

Podobnie jak wiele wiejskich regionów Jordanii, okolica ta boryka się z niewielkimi możliwościami zatrudnienia i utrzymującym się ubóstwem. Ks. Baqain wskazuje trudności ekonomiczne jako jeden z najpilniejszych problemów wspólnoty.

„Największym wyzwaniem społecznym jest zatrudnienie” – powiedział. „Zasoby są ograniczone, a możliwości niewielkie. Ubóstwo jest powszechne, a osoby najsłabsze łatwo mogą paść ofiarą wyzysku”.

W rezultacie wielu młodych chrześcijan wyjeżdża z Karaku do Ammanu w poszukiwaniu lepszych możliwości edukacji, pracy i opieki zdrowotnej.

Ta tendencja przyczyniła się do stopniowego spadku liczby chrześcijan – zjawiska, które, jak obawiają się miejscowi przywódcy, może przyspieszyć, jeśli niepokój o bezpieczeństwo się utrzyma.

Ocalić nadzieję pośród tragedii

Choć emigracja trwa, członkowie wspólnoty, którzy zostają, często poświęcają się umacnianiu lokalnego społeczeństwa.

Ks. Baqain wskazuje na takie inicjatywy jak projekt Drama Centre, wspierany przez Caritas Jordanii i włoskie stowarzyszenie Non Dalla Guerra. Program wykorzystuje teatr, muzykę i zajęcia artystyczne, aby zbliżyć do siebie młodzież jordańską i syryjską, tworząc przestrzeń do dialogu i wzajemnego zrozumienia.

Ta działalność jest wyrazem szerszego zaangażowania na rzecz podtrzymywania nadziei mimo przeciwności.

Wiele osób, które zginęły w ataku, uosabiało tego samego ducha służby i oddania.

Wśród nich był 23-letni Fadi al-Halsa, świeżo upieczony absolwent medycyny, przed którym zdawała się otwierać obiecująca przyszłość.

„Zawsze chodził na Mszę św.” – wspominał ks. Baqain. „Był dobrym człowiekiem, tak jak cała jego rodzina. Zaledwie dwa miesiące temu ukończył studia medyczne. Teraz go nie ma”.

Dla rodzin, które pozostały – w tym dzieci, które wciąż nie potrafią pojąć utraty rodzica – odpowiedzi pozostają nieuchwytne.

Mimo żałoby mieszkańcy Karaku nadal wypatrują pokoju, który nie polega jedynie na braku przemocy, lecz opiera się na możliwościach gospodarczych, bezpieczeństwie i trwałym współistnieniu.

„Kiedy jest pokój – pokój polityczny, pokój gospodarczy i wolność od wojny – życie staje się możliwe do udźwignięcia” – powiedział ks. Baqain. „Mamy nadzieję na pokój dla osieroconych dzieci i dla rodzin, które żyją z tym cierpieniem”.

  • Raju Hasmukh na podstawie materiałów z Asianews.it