Historia Beatrycze da Silva y Meneses to coś więcej niż święta przygoda. Ostatecznie to Izabela Katolicka, córka kobiety, która niemal ją zabiła, stała się narzędziem jej fundacji.
Redakcja (17 sierpnia 2026, Gaudium Press ) Beatrycze da Silva, dzisiejsza święta, była córką szlachetnie urodzonych rodziców. Jej ojcem był Don Rui Gomes da Silva, dzielny portugalski rycerz, który brał udział w zdobyciu Ceuty, a matką dona Isabel de Meneses, córka hrabiego Vila Real i znamienita potomkini pierwszego portugalskiego monarchy, Alfonsa Henriquesa. Tam, w tym domu, w roku 1426 urodziła się Beatrycze da Silva y Meneses, ósme dziecko szlacheckiej pary. Dona Isabel wychowywała swoje liczne potomstwo w głębokiej wierze katolickiej.
Beatrycze była dzieckiem skłonnym do cnoty.
Do dwudziestego trzeciego roku życia żyła spokojnie w rodzinnym domu, lecz w roku 1447 jej życie uległo wielkiej zmianie. Księżniczka dona Isabel — jej cioteczna siostra, dziewiętnastoletnia — miała poślubić Don Juana II, króla Kastylii, i wybrała Beatrycze da Silva na jedną ze swoich dam dworu na dworze hiszpańskim. Beatrycze złożyła tę perspektywę w ręce Najświętszej Maryi Panny.
Cnota nietknięta wśród pokus dworu — królowa zazdrości Beatrycze da Silva
Na dworze zastała atmosferę bardzo różną od tej, w której została wychowana. Przepych i zbytek XV wieku osiągnęły wówczas swój szczyt. Nie brakowało zawiści, porównań, rywalizacji, intryg, ambicji i hipokryzji. W tym światowym otoczeniu Beatrycze wyróżniała się urodą, godnością, łagodnością i postawą. Dzięki wielkości swojej duszy pozostawała w sposób widoczny wysoko ponad wszelkimi światowymi błahostkami, co jednocześnie czyniło ją bardzo uprzejmą i dobrą dla wszystkich — z wyjątkiem, oczywiście, tych, w których dostrzegała niebezpieczeństwo odwiedzenia jej od prostej drogi.
Jej cnoty zaczęły budzić zazdrość samej królowej Izabeli. Niecne plotki zaczęły podważać cnotę Beatrycze da Silva, ponieważ król Don Juan II, człowiek o charakterze lękliwym i niepewnym, szukał niekiedy zachęty do rządzenia swoim królestwem we wzniosłych rozmowach, jakie z nią prowadził. W umyśle królowej zrodziły się wówczas urojenia co do małżeńskiej wierności jej męża.
Opanowana nienawiścią, która stawała się coraz głębsza, królowa zaczęła źle traktować i upokarzać Beatrycze. Pewnego dnia zazdrość przemieniła się w nienawiść i osiągnęła swój szczyt.
Pewnej nocy, znużona swoim położeniem i błagając Najświętszą Pannę o siłę, Beatrycze usłyszała stukanie do drzwi. Była to królowa.
„Chodź za mną!” — rozkazała jej władczyni stanowczym głosem. Młoda dama, natychmiast opuszczając swoje pokoje, poszła za królową, która szybkim krokiem zaczęła kierować się do dolnej części zamku.
„Ha! Oszukiwałaś mnie aż dotąd. Chcesz pozyskać króla i pozbyć się mnie, aby wstąpić na tron Kastylii. Nie uda ci się! Wchodź tam” — do kufra — „albo sama cię tam wrzucę”. Patrząc na nią spokojnie, Beatrycze odpowiedziała:
„Pani, chcesz mnie zabić, a przecież wiesz, że jestem niewinna win, które mi zarzucasz. Niech Bóg, sprawiedliwy Sędzia, będzie świadkiem tego twojego czynu. Niech ci przebaczy to szaleństwo, moja kuzynko, udzielając ci łaski skruchy, aby oczyścić twoją duszę”. Dona Isabel gwałtownie wepchnęła ją do kufra i zamknęła wieko wielkim kluczem. Oczekiwała, że brak powietrza zadusi tę, którą niemądrze uważała za swoją „rywalkę”.
Przewidując, że wkrótce umrze z uduszenia, Beatrycze modliła się do Niepokalanej Dziewicy, a wtedy ukazała się jej Matka Boża, odziana na biało, w niebieskim płaszczu, niosąca na rękach Dzieciątko Jezus.
„Córko moja, nie umrzesz. Zachowam twoje życie dla wypełnienia tego, czego tak bardzo pragnęłaś. Założysz wielki zakon pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia. Twoje córki będą nosić habit podobny do tych szat, które mam na sobie, i poświęcą się służbie Bogu w zjednoczeniu ze mną” — powiedziała jej Matka Boża.
Beatrycze da Silva przebywała w kufrze trzy dni, pełna pocieszenia i radości, nie czując upływu czasu.
Jej wuj, Don Juan de Meneses, który również mieszkał na dworze, spostrzegłszy nieobecność swojej siostrzenicy, poszedł zapytać donę Isabel o wieści o niej. Królowa zaprowadziła go wówczas do miejsca, gdzie stał kufer, spodziewając się znaleźć tam zwłoki. Lecz jakże wielkie było jej zdumienie! Gdy kufer otworzono, Beatrycze wyszła z niego piękna i promienna jak diament.
Beatrycze da Silva spotyka św. Franciszka i św. Antoniego z Padwy
Beatrycze przebaczyła swojej kuzynce, która okazała skruchę, ale postanowiła usunąć się od dworskich intryg i szukać schronienia w klasztorze Santo Domingo el Real w Toledo. W owych czasach było rzeczą powszechną, że klasztory przyjmowały osoby wysokiego stanu, które — bez obowiązku poddania się regule — prowadziły jednak życie monastyczne. Taki właśnie sposób życia był pragnieniem Beatrycze. Nie miała już służyć królowej ziemskiej, lecz Królowej Nieba.
Skruszona królowa Izabela, aby naprawić wszystko, co uczyniła, przygotowała wszystko, co potrzebne do tej długiej, niebezpiecznej i uciążliwej podróży. W drodze Beatrycze da Silva spotkała dwóch franciszkańskich zakonników, którzy prorocko mówili jej o przyszłości fundacji. Zaprosiła ich na posiłek w najbliższej gospodzie, w której mieli się zatrzymać, lecz na oczach wszystkich obaj zakonnicy zniknęli. Beatrycze zrozumiała wówczas, że byli to nikt inny jak święty Franciszek z Asyżu i święty Antoni z Padwy, którzy ukazali się, aby ją umocnić i zachęcić do wytrwania w jej dziele.
Po przekroczeniu progu klasztornej klauzury szlachetna dama na zawsze zakryła swoje piękne oblicze białym welonem, który nosiła aż do końca życia, aby ukryć swoją urodę przed oczami świata i ofiarować ją samemu Bogu. Nigdy więcej żadne stworzenie nie miało ujrzeć tego pięknego oblicza — które aż do śmierci zachowało młodzieńczą świeżość.
Beatrycze żyła w klasztorze w prostym habicie z włosienicy, jako jedna z wielu, lecz zawsze z cnotą, która sprawiała, że się wyróżniała; i mijały lata, i mijały.
Córka niedoszłej zabójczyni otwiera Beatrycze da Silva drogę do fundacji
W roku 1484 — gdy Beatrycze da Silva miała już pięćdziesiąt osiem lat — do klasztoru przybył ważny gość: była to królowa Izabela Katolicka, córka tej Izabeli, która chciała odebrać jej życie.
Królowa Hiszpanii przybyła prosić zakonnice o modlitwy ze względu na trudną sytuację polityczną, w jakiej znalazło się królestwo. Mając okazję rozmawiać z królową, Beatrycze tak ją zainteresowała, że pod koniec rozmowy Izabela zaproponowała jej własny pałac obok kościoła Santa Fe w samym Toledo, aby mogła tam rozpocząć swoje tak długo pragnione dzieło. Beatrycze dostrzegła w tej propozycji rękę Bożej Opatrzności i przyjęła ją: nadeszła godzina fundacji!
Wieść o założeniu nowego klasztoru szybko rozeszła się wszędzie. Bardzo wkrótce zgłosiło się kilka kandydatek, w ogromnej większości z rodzin szlacheckich, które pragnęły przyłączyć się do tego nowego żeńskiego zakonu franciszkanek koncepcjonistek, gdyż postanowiono, że będzie on gałęzią Zakonu Braci Mniejszych, czyli franciszkanów. Beatrycze pouczała wszystkie kandydatki o surowości życia monastycznego, o ścisłej klauzurze, milczeniu i duchu umartwienia.
Dwanaście z tych młodych kobiet wytrwało w swoich pobożnych pragnieniach, a wśród nich Filipa da Silva, bratanica świętej Beatrycze. Beatrycze poświęciła się całkowicie formacji swoich duchowych córek, biorąc za wzór i nauczycielkę swoją Świętą Matkę, Najświętszą Maryję Pannę, i doprowadzając je wszystkie do ukształtowania się w tym wielkim duchu. Punktem ich honoru było czczenie Niepokalanego Poczęcia.
Utworzenie nowej wspólnoty nie obyło się bez przeszkód, lecz w końcu Bóg zwyciężył.
W sierpniu 1490 roku, gdy wszystkie zakonnice odprawiały rekolekcje przed uroczystą profesją ślubów zakonnych i oficjalnym przyjęciem tak długo pragnionego pięknego habitu, sama Najświętsza Maryja Panna ukazała się świętej Beatrycze da Silva i powiedziała jej:
„Córeczko moja, nie jest wolą moją ani mojego Syna, abyś tu na ziemi cieszyła się tym, czego tak bardzo pragnęłaś. Za dziesięć dni będziesz ze mną w Raju”.
Aby udzielić jej sakramentu namaszczenia chorych, trzeba było odsłonić jej twarz, co wprawiło wszystkich w zdumienie z powodu jej niezwykłej piękności oraz małej gwiazdy, która jaśniała na jej czole, rozświetlając jej uśmiech. Gwiazda pozostała aż do chwili, gdy święta Beatrycze da Silva wydała ostatnie tchnienie, 16 sierpnia 1491 roku.
(Zaczerpnięte z Revista Heraldos del Evangelio, grudzień 2008)


























