26.1 C
Warszawa
poniedziałek, 3 sierpnia, 2026
Strona główna Opinia Łono to nie umowa: co macierzyństwo zastępcze Spahna mówi o godności

Łono to nie umowa: co macierzyństwo zastępcze Spahna mówi o godności

0
2
USG (ultrasonografia) nienarodzonego dziecka w łonie matki, ok. 8. tygodnia i 5. dnia ciąży – obraz zdrowego rozwoju płodowego
Ultrasonografia płodu w 8. tygodniu i 5. dniu ciąży. Zdjęcie w domenie publicznej (Wikimedia Commons).

Macierzyństwo zastępcze Spahna wywołuje głębsze pytania o macierzyństwo, godność człowieka, prawa dzieci i granice rynku.

Redakcja (30/07/2026 Gaudium Press )Macierzyństwo zastępcze Spahna wywołało kontrowersje wokół niemieckiego polityka Jensa Spahna, które są powszechnie przedstawiane jako historia politycznej niekonsekwencji. Wybitny działacz Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), której partia historycznie sprzeciwiała się macierzyństwu zastępczemu, stał się ojcem dzięki umowie o macierzyństwo zastępcze zawartej w Stanach Zjednoczonych. Krytycy przedstawiają ten epizod jako dowód hipokryzji, argumentując, że polityk korzystający z praktyki, której jego tradycja polityczna się przeciwstawiała, nie może łatwo uniknąć krytycznej oceny.

Jednak skupianie się wyłącznie na jednym polityku grozi przeoczeniem szerszego problemu. Ważniejszym pytaniem jest to, co ta kontrowersja mówi o moralnym kierunku, w jakim zmierzają współczesne społeczeństwa zachodnie. Macierzyństwo zastępcze nie jest już zjawiskiem marginalnym. Coraz częściej przedstawia się je jako współczujące rozwiązanie zrozumiałej tęsknoty za dzieckiem oraz jako uprawniony wyraz osobistej wolności. Jednak pytania etyczne, które ono rodzi, wykraczają daleko poza indywidualne okoliczności.

Tęsknota za dziećmi jest jednym z najgłębszych ludzkich pragnień. Ból osób zmagających się z niepłodnością jest realny i zasługuje na współczucie, wsparcie oraz duszpasterską troskę. Samo współczucie nie może jednak rozstrzygnąć każdego pytania moralnego. Wiele praktyk wyrasta ze zrozumiałych ludzkich potrzeb, a mimo to wymaga wnikliwej oceny etycznej. Wyzwaniem nie jest to, czy pragnienie posiadania dziecka jest autentyczne, lecz to, czy środki użyte do jego realizacji respektują godność wszystkich zaangażowanych osób.

U samego serca macierzyństwa zastępczego leży głęboka redefinicja rodzicielstwa. Wymaga ona, by społeczeństwo zaakceptowało, że ciążę można oddzielić od macierzyństwa, że najwcześniejsza ludzka relacja dziecka może być regulowana umową oraz że to, co tradycyjnie rozumiano jako dar, można obecnie zamówić jako usługę.

Ta zmiana znajduje odzwierciedlenie w języku, jakim opisuje się macierzyństwo zastępcze. W dyskusjach często przywołuje się szczodrość, współczucie i tworzenie rodziny. Jednak praktyczna rzeczywistość krąży wokół rodziców zamierzających, agencji, umów, dawców, płatności, orzeczeń o rodzicielstwie i terminów porodu. Ten słownik jest wymowny. Rozrodczość coraz bardziej przybiera cechy rynku.

Ciąża jednak nie jest usługą. Jest relacją.

Przez dziewięć miesięcy kobieta i jej nienarodzone dziecko tworzą wyjątkową więź, niepodobną do żadnej innej relacji międzyludzkiej. Na długo przed narodzinami dziecko rozwija się w łonie matki, reaguje na jej ruchy i zaczyna rozpoznawać jej głos. Ta więź nie jest jedynie biologiczna, lecz głęboko osobista. Traktowanie tej relacji jako czegoś, co można umownie przenieść w chwili porodu, nie jest jedynie zmianą prawną. Oznacza redefinicję samego macierzyństwa.

To napięcie widać w toczących się debatach na temat prawa dotyczącego macierzyństwa zastępczego. W Wielkiej Brytanii działacze domagają się reform, które przyznałyby rodzicom zamierzającym pełne rodzicielstwo prawne już w chwili narodzin. Zwolennicy argumentują, że obecne procedury są przestarzałe i uciążliwe. To, co niektórzy odrzucają jako biurokrację, może jednak w rzeczywistości działać jako istotne zabezpieczenie moralne.

Obowiązujące prawo brytyjskie uznaje kobietę, która rodzi dziecko, za jego matkę prawną. Zasada ta uznaje rzeczywistość, której same umowy prawne nie mogą wymazać. Kobieta, która nosiła i urodziła dziecko, nie staje się osobą postronną tylko dlatego, że istnieje wcześniejsze porozumienie.

Napięcie tworzone przez prawo służy ważnemu celowi. Uznaje ono, że ciąża rodzi obowiązki i relacje, których nie można po prostu unieważnić życzeniem. Wymagając przeniesienia rodzicielstwa prawnego dopiero po narodzinach, prawo uznaje, że w tych miesiącach ciąży wydarzyło się coś moralnie istotnego.

Gdy macierzyństwo staje się przenoszalne na mocy umowy, staje się przedmiotem negocjacji. Gdy staje się przedmiotem negocjacji, w sposób nieunikniony staje się podatne na logikę rynkową.

Zwolennicy często argumentują, że te obawy dotyczą głównie komercyjnego macierzyństwa zastępczego, a nie ustaleń altruistycznych. Jednak to rozróżnienie jest mniej wyraźne, niż mogłoby się początkowo wydawać. Nawet gdy nie występuje bezpośredni zysk, ramy prawne wciąż wymagają od społeczeństwa oddzielenia ciąży od macierzyństwa oraz przyjęcia z góry, że więź matczyna może zostać rozwiązana poprzez wcześniejszą zgodę.

To nie jest jedynie kwestia proceduralna. To kwestia filozoficzna.

Współczesne społeczeństwa już uznają, że pewne aspekty ludzkiego życia nigdy nie powinny stać się towarem. Sprzedaż organów jest zakazana, ponieważ ludzkie ciało posiada godność wykraczającą poza wartość rynkową. Sama zgoda nie decyduje o tym, co może być kupowane i sprzedawane. Powstaje więc pytanie: czemu ciąża miałaby być traktowana inaczej?

Międzynarodowy przemysł macierzyństwa zastępczego utrudnia ignorowanie tych obaw. Na całym świecie zamożne osoby często poszukują ustaleń dotyczących macierzyństwa zastępczego z udziałem kobiet, których sytuacja finansowa sprawia, że noszenie dziecka dla innych staje się atrakcyjnym źródłem dochodu lub wsparcia. Nawet gdy umowy są legalne i zawierane dobrowolnie, rynki ukształtowane przez głębokie nierówności rodzą poważne pytania moralne dotyczące wyzysku, władzy i zgody.

W tych debatach gubi się osoba, której interesy zazwyczaj otrzymują najmniej uwagi: dziecko.

Publiczne dyskusje o macierzyństwie zastępczym zazwyczaj skupiają się na dorosłych. Rodzice zamierzający chcą stworzyć rodzinę. Matki zastępcze chcą pomóc innym. Agencje ułatwiają zawieranie umów. Jednak każde dziecko posiada interesy niezależne od pragnień dorosłych. Obejmują one interes w poznaniu własnego pochodzenia, w tym, by nigdy nie zostać sprowadzonym do przedmiotu transakcji, oraz w tym, by nie być traktowanym jako spełnienie umownego uprawnienia.

Dzieci nie są produktami. Są osobami.

Niedawny spór prawny w Kanadzie ilustruje złożoności i sprzeczności, które mogą się ujawnić, gdy rodzicielstwo splata się z oczekiwaniami umownymi. Kanadyjska para osób tej samej płci wytoczyła proces surogatce z Ontario, która nosiła dla nich dziecko, po tym jak odmówiła ona prośbie o przerwanie ciąży w 22. tygodniu, gdy wykryto rozszczep wargi i obawy o możliwe wady genetyczne.

Według relacji medialnych surogatka domagała się przeprowadzenia dodatkowych badań. Specjaliści ustalili później, że dziecko jest zdrowe i ma jedynie rozszczep wargi – schorzenie w dużej mierze uleczalne dzięki operacji i terapii. Ciąża została kontynuowana, a dziecko przyszło na świat.

Niemniej relacje między stronami się popsuły. Rodzice złożyli następnie pozew, twierdząc, że surogatka nie informowała ich należycie o stanie zdrowia dziecka, zagroziła dziecku poprzez niedbałe decyzje oraz wywołała u nich cierpienie emocjonalne. Surogatka stanowczo zaprzecza tym zarzutom.

Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia prawnego, spór ten uwypukla głębokie pytania dotyczące natury umów o macierzyństwo zastępcze. Surogatka utrzymywała, że w zgodzie z własnym sumieniem nie mogła przerwać życia zdolnego do przetrwania nienarodzonego dziecka z w większości uleczalną wadą. Prawo kanadyjskie uznaje, że ostateczna decyzja dotycząca aborcji należy do kobiety w ciąży. Jednak konflikt ten pokazuje, jak umowne ustalenia mogą rodzić oczekiwania kontroli nad ciążą i nienarodzonym dzieckiem.

Sprawa ujawnia również bezbronność samych surogatek. Choć prawo kanadyjskie zakazuje komercyjnego macierzyństwa zastępczego i ogranicza wynagrodzenie do zwrotu kosztów, kobiety noszące dzieci dla innych mogą wciąż być narażone na znaczącą presję prawną i emocjonalną. Surogatka z Ontario opisała poczucie bycia odrzuconą po wypełnieniu swojej roli, gdy relacja z rodzicami zamierzającymi się rozpadła.

Ten spór stawia pytania nie tylko o traktowanie surogatek, ale także o założenia leżące u podstaw szerszych ram macierzyństwa zastępczego. Gdy ustalenia reprodukcyjne są regulowane umowami, nieuchronnie mogą powstawać spory o to, czyje interesy przeważają, gdy oczekiwania się różnią. Język praw i umów może szybko zastąpić język relacji i odpowiedzialności.

Debata wywołana przez macierzyństwo zastępcze Spahna dotyczy więc czegoś więcej niż technologii reprodukcyjnej. Odzwierciedla ona szerszą tendencję współczesnej kultury zachodniej do przyjmowania, że każde głęboko odczuwane pragnienie powinno być możliwe do zaspokojenia za pomocą prawa, technologii lub mechanizmów rynkowych. Jeśli coś jest możliwe do osiągnięcia, społeczeństwo coraz częściej zakłada, że powinno zostać osiągnięte.

Cywilizacja jednak zależy od uznawania granic.

Nie każde pragnienie tworzy prawo. Nie każda umowa gwarantuje sprawiedliwość. Nie każda możliwość technologiczna oznacza prawdziwy postęp. I nie każdy rynek służy dobru wspólnemu.

Kluczowe pytanie nie dotyczy tego, czy macierzyństwo zastępcze można skuteczniej regulować. Dotyczy tego, czy prawo powinno ułatwiać praktykę, która zaczyna się od oddzielenia macierzyństwa od ciąży, a kończy się przypisaniem rodzicielstwa na podstawie umowy prawnej.

Prawo robi więcej niż administruje prywatnymi ustaleniami. Uczy społeczeństwo, co jest warte ochrony. Gdy systemy prawne uznają matkę, która urodziła dziecko, za jego matkę, robią więcej niż rozstrzygają kwestię techniczną. Potwierdzają prawdę o relacjach ludzkich, która istnieje wcześniej niż samo prawodawstwo.

Odejście od tej zasady byłoby czymś więcej niż reformą prawną. Byłoby deklaracją kulturową. Oznaczałoby, że macierzyństwo można oddzielić od ciała, że ciążę można traktować jako usługę oraz że dzieci można zamawiać i przekazywać na podstawie umownych ustaleń.

Macierzyństwo zastępcze Spahna z czasem zniknie z nagłówków. Jego miejsce zajmie kolejny spór polityczny. Głębsze pytania, które ono odsłoniło, pozostaną jednak aktualne.

Każda cywilizacja musi w końcu zdecydować, czy istnieją rzeczywistości, których pieniądze nigdy nie powinny kupować, a umowy nigdy nie powinny regulować.

Łono jest jedną z nich.

  • Raju Hasmukh, na podstawie materiałów National Post i European Conservative

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj