Strona główna Duchowość Jan Chryzostom, „Złote Usta”: intrygi cesarzowej zaprowadziły go na wygnanie

Jan Chryzostom, „Złote Usta”: intrygi cesarzowej zaprowadziły go na wygnanie

0
8
Bizantyjska mozaika św. Jana Chryzostoma w bazylice Hagia Sophia, koniec X wieku
Bizantyjska mozaika przedstawiająca św. Jana Chryzostoma, Hagia Sophia, koniec X wieku. Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna).

Życie Chryzostoma mogło być życiem wielkiego męża imperium. Ale Bóg chciał, aby był „wielkim mężem Bożym”.

Redakcja (17 września 2026, Gaudium Press) — „Słowo Boże ma nieodpartą moc. Jest najpotężniejszą bronią, jaka istnieje; bronią podboju, bronią przemiany o wiele potężniejszą niż bomba atomowa. Dobrze przygotowany święty mówca, który przekazuje objawione słowo, trzyma w rękach prawdziwy skarb wpływu i możliwości czynienia dobra”.

Ta uwaga, wypowiedziana przez ks. prał. João Clá, EP, pomaga nam zrozumieć, dlaczego Jan Chryzostom uchodzi za jednego z najznakomitszych kaznodziejów w dziejach Kościoła. Rzeczywiście, niewielu świętych głosicieli słowa Bożego zyskało w historii taką sławę, jaką zyskał on.

Dźwięczny przydomek Chryzostom — po grecku „złote usta” — doskonale pasuje do tego wielkiego świętego, który potrafił przedstawiać naukę katolicką w sposób równie żarliwy, co przekonujący.

Nie można było go poznać, nie kochając go

Urodził się około roku 349 w Antiochii, wówczas drugim mieście Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego; mieszkali w niej poganie, manichejczycy, gnostycy, arianie, apolinaryści, Żydzi i chrześcijanie. Jego ojciec, Sekundus, dowódca wojsk cesarskich na Wschodzie, zmarł wkrótce po narodzinach syna, a jego matka, Antusa, owdowiawszy w wieku dwudziestu lat, sama zajęła się wychowaniem noworodka.

Chłopiec wkrótce wykazał wielką inteligencję i został powierzony dwóm słynnym nauczycielom, z których jednym był Libaniusz, uważany za największego mówcę swoich czasów. Formację religijną otrzymał od biskupa św. Melecjusza, który swoim łagodnym, poważnym i ujmującym charakterem tak oczarował ucznia, że ten porzucił studia klasyczne i poświęcił życie dążeniu do doskonałości duchowej. Od tego świętego biskupa Chryzostom przyjął chrzest i posługę lektora, w wieku dwudziestu lat.

Młody Jan mógł dać się ponieść swemu znakomitemu urodzeniu i rzadkim talentom otrzymanym od Opatrzności, stając się być może jednym z pierwszych mężów Cesarstwa. Lecz gdy zakosztował, „jak słodki jest Pan”, zaszczyty tego świata przestały go pociągać, a jego jedynym pragnieniem było poświęcić się Bogu w samotności. Oddał się życiu surowości i modlitwy oraz dogłębnie studiował Pismo Święte. Opanowując swój choleryczny temperament, nabył ewangelicznej łagodności, do której dołączył ujmującą skromność, czułą miłość bliźniego i postępowanie pełne mądrości.

Po czterech latach formacji u boku św. Melecjusza wycofał się na miejsce odosobnione, gdzie żył jako anachoreta pod kierunkiem Diodora, późniejszego biskupa Tarsu. Tam napisał kilka dzieł o charakterze literackim i duchowym. Ze zdrowiem osłabionym czuwaniami i postami, w roku 381 musiał powrócić do Antiochii, gdzie wznowił posługę lektora u boku biskupa Melecjusza, który udzielił mu święceń diakonatu. Młody Jan wciąż żył u zarania swego życia duchowego, znajdując wielką pociechę i wsparcie w przyjaźni ze swym kolegą ze studiów, św. Bazylim z Cezarei.

Jan Chryzostom prowadzi owocną działalność duszpasterską jako kaznodzieja

Po śmierci św. Melecjusza nowy biskup Antiochii, Flawian, wkrótce związał się ze Chryzostomem więzami świętej przyjaźni. W 386 roku wyświęcił go na kapłana i mianował swoim kaznodzieją.

Przez dwanaście lat, w których pełnił ten urząd, rosła jego sława jako świętego mówcy. Jego żarliwe kazania, zawsze chętnie słuchane i często przerywane gorącymi oklaskami, dotyczyły Pisma Świętego. Oklaski jednak nie były jego celem: używał ambony, by prowadzić dusze do Boga, a Boga do dusz. Dlatego nie szczędził krytyki złych obyczajów swojej epoki, zarówno prostego ludu, który mu klaskał, jak i możnych, którzy na początku go podziwiali.

Bez żadnych względów światowych zdecydowanie sprzeciwiał się ekscentrycznym, mistycznym i alegorycznym interpretacjom tak zwanej Szkoły Aleksandryjskiej, wówczas modnej.

W tym okresie działalności duszpasterskiej jako kaznodzieja Jan Chryzostom stworzył swój najintensywniejszy dorobek teologiczny i literacki. Sądząc już po samych tych latach, od 386 do 398, św. Jan Chryzostom mógł już być uznany za godnego zaliczenia do pierwszych doktorów Kościoła. Niemniej jednak czekały go jeszcze większe zaszczyty, a by je osiągnąć, musiał przyjąć na swoje ramiona krzyż Boskiego Odkupiciela.

Jan Chryzostom reformuje duchowieństwo Konstantynopola

Pogrążony w licznych przyjemnościach, jakich dostarczał mu dobrobyt gospodarczy, Konstantynopol gościł wystawny dwór cesarzy rzymskich Wschodu. Jak w każdej epoce, bardzo często tam, gdzie panuje bogactwo, zbytek i przepych, cnoty chrześcijańskie są rzadkością, a występek obfituje. Po śmierci arcybiskupa Nektariusza cesarz Arkadiusz zapragnął wynieść Jana Chryzostoma do tej godności. I tak, 28 lutego 397 roku, otrzymał on święcenia biskupie z rąk Teofila, patriarchy Aleksandrii, i objął stolicę Konstantynopola.

Kapłan Jan znalazł się nieoczekiwanie w pysznej metropolii, postawiony na czele episkopatu bizantyjskiego, w atmosferze, w której dominowały pozory i władza — władza często zdobywana za pomocą tajnych intryg.

Według Palladiusza z Galacji, jednego z jego najważniejszych biografów, św. Jan Chryzostom rozpoczął swoje rządy od zamiatania schodów od góry, to znaczy „najpierw burząc gmach fałszu, a potem kładąc fundamenty prawdy”. Popadł w konflikt z samym patriarchą Teofilem, który widząc go tak prawym i szczerym w homiliach, przepełnił się niechęcią do niego.

Niemniej jednak święty Jan, wierny swemu sumieniu, zaczął od zreformowania obyczajów duchowieństwa, od tych dotyczących praktyki czystości po te odnoszące się do posiadania i użytkowania dóbr materialnych. Wielu spośród licznych mnichów diecezji wolało spędzać więcej czasu poza klasztorami niż w ich murach. Chryzostom przekonał ich do powrotu do skupienia.

Jan Chryzostom życzliwy dla bogatych i dla potrzebujących

Podobnie jak czynił to w Antiochii, głosił kazania przeciw światowym obyczajom i śmiesznej ekstrawagancji mody.

Wobec grzeszników, heretyków i pogan był życzliwy, do tego stopnia, że niektórzy, z fałszywą gorliwością religijną, go krytykowali. Lecz gdy chodziło o zachowanie dyscypliny, był stanowczy i nieugięty, unikając jednak zawsze surowości w słowach. Zorganizował wdowy i dziewice konsekrowane do życia we wspólnocie, pod kierunkiem św. Olimpii, młodej wdowy, która swój ogromny majątek i całe życie poświęciła służbie Bogu i bliźniemu.

Nasz święty miał też innych wielkich przyjaciół wśród bogaczy. Bryzon, urzędnik sprawiedliwości w służbie cesarzowej Eudoksji, pomagał mu w pouczaniu wiernych i zawsze okazywał mu prawdziwą przyjaźń. Sama cesarzowa dawała mu liczne dowody podziwu, a nawet oddania: uczestniczyła w jego kazaniach, brała udział w procesjach, ofiarowywała przedmioty zdobnicze do kultu i okazywała inne oznaki szacunku. Od cesarza uzyskał promulgację praw sprzyjających chrystianizacji całego Cesarstwa.

To prawda, że diabeł, który nie mógł go znieść, wzniecił przeciwko niemu niezgodę na dworze cesarskim.

Między dworem cesarskim a pałacem biskupim zapanowała wówczas atmosfera wyobcowania, zapowiadająca katastrofę. Lecz reputacja świętości, apostolski zapał, roztropność i mądrość tego męża Bożego zjednały mu zaufanie okolicznych regionów. I został zaproszony przez kilku biskupów do przewodniczenia synodowi regionalnemu w Efezie, którego celem było wyznaczenie nowego arcybiskupa i złożenie z urzędu pewnych biskupów oskarżonych o symonię.

Teofil, pozostawiony na czele stolicy konstantynopolitańskiej, zjawił się na synodzie w towarzystwie dwudziestu dziewięciu biskupów, swoich sufraganów, oraz siedmiu innych. Gdy zgromadzenie się rozpoczęło, przedstawił długą listę śmiesznych oskarżeń przeciwko świętemu Janowi, który nagle z sędziego stał się oskarżonym. Rzecz jasna, święty odmówił uznania legalności tego manewru i przestał pojawiać się na posiedzeniach. Wobec jego nieobecności po trzech wezwaniach, został ogłoszony złożonym ze stolicy biskupiej i skazany na wygnanie.

Lecz lud zbuntował się i zażądał jego powrotu. Zdjęta przesądnym lękiem przed karą Bożą, cesarzowa Eudoksja, która z ukrycia kierowała intrygami, nakazała jego przywrócenie. Powrócił, a Teofil musiał uciekać z Konstantynopola. Lecz porażka Eudoksji tylko jeszcze bardziej spotęgowała jej głęboką urazę.

„Złote Usta” Jana Chryzostoma umilkły dla uszu ludzkich

Zaledwie dwa miesiące później nowy incydent zaostrzył sytuację. Przed kościołem Hagia Sophia wzniesiono srebrny posąg cesarzowej. Publiczne igrzyska zorganizowane z okazji jego inauguracji zakłóciły nabożeństwa liturgiczne i wciągnęły lud w nieporządki oraz przesadne przejawy zabobonu.

Z gorliwością i odwagą, które go cechowały, arcybiskup podniósł głos z ambony przeciwko takim nadużyciom, popełnianym pod kierunkiem inspektora igrzysk, manichejczyka. Lecz cesarzowa, w przypływie próżności, potraktowała to jako obrazę swojej osoby. Rozgniewana, ponownie zwołała wrogów świętego Jana Chryzostoma, by go złożyć z urzędu. Opierając się na pewnych kanonach ariańskiego synodu odbytego w 341 roku, biskupi stojący po stronie cesarzowej uzyskali od cesarza dekret banicji dla świętego Jana Chryzostoma. I tak, w 404 roku, został zabrany na swoje drugie wygnanie.

Początkowo żołnierze zaprowadzili go na samotne i surowe miejsce na wschodniej granicy Armenii, gdzie mimo to zdołał utrzymać korespondencję z uczniami i przyjaciółmi. Stamtąd napisał do papieża Innocentego I, który, oburzony zdradzieckim postępowaniem tych biskupów, złożył kilku z nich z urzędu i skierował słowa pociechy i wsparcia do człowieka, który padł ofiarą niesprawiedliwości.

Obawiając się ewentualnego powrotu kłopotliwego męża Bożego, jego wrogowie postanowili przenieść go w 407 roku do Pityos, miejsca na dalekich krańcach cesarstwa, w pobliżu Kaukazu. Okrutne cierpienia marszu pod palącym słońcem i deszczami, spotęgowane złym traktowaniem przez żołnierzy, doprowadziły jego i tak już osłabione ciało do całkowitego wyczerpania. I tak, 14 września tego roku, „złote usta” Jana Chryzostoma umilkły dla uszu ludzkich, by otworzyć się, śpiewając chwałę i uwielbienie swemu Stwórcy i Odkupicielowi w Niebie.

  • Zespół redakcyjny