7.5 C
Warszawa
poniedziałek, 19 października, 2026
Strona główna Duchowość Siedem listów, dziesięć „lampartów”, serce z napisem: epopeja św. Ignacego Antiocheńskiego

Siedem listów, dziesięć „lampartów”, serce z napisem: epopeja św. Ignacego Antiocheńskiego

0
8
Obraz: św. Ignacy Antiocheński w białej szacie i czerwonej stule wśród lwów na arenie, nad nim aniołowie z palmą męczeństwa i widzowie na trybunach
Pier Leone Ghezzi, „Męczeństwo św. Ignacego Antiocheńskiego” (obraz). Domena publiczna, Wikimedia Commons

Umęczony za panowania Trajana święty biskup Ignacy Antiocheński był uczniem samego św. Jana Ewangelisty.

Redakcja (18 października 2026, Gaudium Press) Był rok 106. Rzymscy cesarze wciąż łaknęli krwi chrześcijan tak samo jak dawniej.

Trajan odniósł zwycięstwo nad Decebalem, królem Dacji, i nie potrafił wymyślić lepszego sposobu podziękowania „bogom”, którym rzekomo zawdzięczał tryumf, niż rozpętanie nowego prześladowania wyznawców Jezusa – tych właśnie, którzy odmawiali czci owym demonicznym bóstwom.

Wśród pojmanych w tym prześladowaniu znalazł się czcigodny starzec o wspaniałej postawie, którego sama obecność tchnęła wonią samych Apostołów: był bowiem uczniem św. Jana Ewangelisty, a biskupem ustanowił go osobiście św. Piotr. Był to Ignacy Antiocheński, biskup Antiochii, bohater naszej opowieści.

Trajan otrzymuje zagadkową odpowiedź

Piękna tradycja opowiada, że św. Ignacy Antiocheński spotkał pewnego dnia Trajana, gdy cesarz przejeżdżał przez jego diecezję. Trajan, który wiedział już o radykalnie chrześcijańskim życiu biskupa, rzucił mu z wyniosłością, że jest „złym duchem”, na co Ignacy odpowiedział: „Nikt nie może nazwać Teofora złym duchem”. „Kim jest Teofor, ten, który nosi Boga?” – zapytał cesarz. Biskup odrzekł: „Ten, kto nosi Chrystusa w swojej piersi”. Trajan polecił mu wówczas dokładniej wyjaśnić to stwierdzenie i usłyszał od świętego tę wciąż tajemniczą odpowiedź: „Napisane jest: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich” (2 Kor 6,16). Jej pełny sens miał się wyjaśnić później.

Trajan rozkazał wtedy uwięzić biskupa Antiochii i zaprowadzić go w kajdanach do Rzymu pod eskortą dziesięciu żołnierzy. W Rzymie miał się stać jeszcze jednym z tych bohaterów, którzy swoją krwią zrosili żółty piasek Koloseum.

Podróż biskupa obfitowała w upokorzenia, lecz przede wszystkim miała w sobie coś z pochodu tryumfalnego. Gdziekolwiek przechodził, chrześcijanie wychodzili mu na spotkanie, by oddać mu cześć, by go umocnić, ale przede wszystkim po to, by zaczerpnąć jego siły. Szczególnie godne uwagi było jego spotkanie ze św. Polikarpem, biskupem Smyrny. Święci dobrze się nawzajem rozumieją.

Ignacy Antiocheński napisał siedem wspaniałych listów

W czasie tej podróży św. Ignacy napisał siedem listów, po jednym do każdego Kościoła, który gorąco go przyjął. Mają one taką rangę, że nazwano je „drugim sformułowaniem nauki chrześcijańskiej”.

To on jest twórcą nazwy „Kościół katolicki”, gdyż jako pierwszy jej użył: „Gdzie pojawia się biskup, tam niech będzie lud, podobnie jak tam, gdzie jest Jezus Chrystus, jest Kościół katolicki”. Jakże pięknie było nadać imię samej Oblubienicy Chrystusa.

W czasach, gdy postać Matki Bożej nie miała jeszcze tego znaczenia, jakie nadały jej późniejsze stulecia, św. Ignacy Antiocheński bronił przywilejów Maryi, na przykład jej wieczystego dziewictwa: „Przed księciem tego świata zakryte zostało dziewictwo Maryi i jej poród, a także śmierć Pana”. Do mieszkańców Smyrny pisał: „Wierząc również, że prawdziwie narodził się z Dziewicy i został ochrzczony przez Jana, «aby przez Niego wypełniła się wszelka sprawiedliwość»”. Pamiętajmy, że mówimy o uczniu św. Jana, Apostoła, który znał wiele tajemnic Serca Chrystusa i który po śmierci Pana mieszkał z Dziewicą.

Nie chciał, by ktokolwiek wstawiał się o jego uwolnienie: „Piszę do wszystkich Kościołów i wszystkim oznajmiam, że chętnie umieram za Boga, jeśli wy mi nie przeszkodzicie. (…) Pozwólcie mi stać się pokarmem dzikich zwierząt, bo przez nie mogę dojść do Boga. Jestem pszenicą Bożą: niech mnie zmiażdżą zęby bestii, abym stał się czystym chlebem Chrystusa!”

Ignacy Antiocheński dręczony przez „dziesięć lampartów”

Strzeżony przez dziesięciu żołnierzy, których z powodu surowego traktowania nazwał na zawsze „dziesięcioma lampartami”, dotarł do portu w Ostii 20 grudnia 107 r., w ostatnim ze 123 dni uroczystości na cześć zwycięstwa Trajana nad Dakami. Aby choć trochę wyobrazić sobie, jak bardzo to pogańskie imperium – które wielu lubi przedstawiać jako epokę doskonałą – było morzem nienawiści i orgią krwi, wystarczy wiedzieć, że według historii w ciągu tych nieco ponad stu dni zabaw zginęło ponad 10 000 gladiatorów i 12 000 dzikich zwierząt. Widać też, jak wielką władzę sprawował wówczas diabeł, bo inaczej nie sposób wyjaśnić spokojnej i entuzjastycznej akceptacji takiej rzezi.

Ledwie przybył do Ostii, zaprowadzono go do Rzymu, gdzie chrześcijanie również przyjęli go z podziwem. Tragiczny, wzniosły i piękny był widok niewinnego biskupa o twarzy naznaczonej już wyraźnymi śladami czasu, który szedł w kajdanach ku Koloseum pod żądnymi krwi spojrzeniami zepsutych pogan i wśród pełnych podziwu łez chrześcijan.

Otwierają się bramy tego olbrzymiego katafalku, który nazywa się Koloseum. Nasz święty stoi niewzruszony wobec wrzasków i drwin bezbożnych, bo jego dusza należy bardziej do nieba niż do ziemi. Gdy wychodzą wygłodniałe lwy, tłum ogarnia cisza.

Lwy mają właśnie wykonać zadanie, które dyktuje im instynkt – zawsze je wykonywały, albo prawie zawsze –; biegną ku swojej ofierze i dzieło wkrótce się dokona. Wtedy jednak dochodzi do mistycznego wydarzenia, być może bez precedensu w dziejach martyrologium:

Bestie się zatrzymują

Święty unosi rękę i tym drobnym gestem sprawuje władzę nad naturą; lwy się zatrzymują. Wtedy klęka, wznosi ramiona ku niebu i woła donośnym głosem tę wielkoduszną modlitwę: „Panie, ci, którzy mi towarzyszyli, a którzy także są Twoimi dziećmi, prosili mnie, abym się modlił, by pozostało im coś z tego męczeństwa [przyp. red.: prosili o zachowanie jego relikwii] jako zachęta dla ich wiary. Ja jednak chciałbym zostać zmielony jak pszenica, aby być ofiarowanym Tobie jako czysta hostia. Panie, spełnij ich wolę, a także moją, błagam Cię”.

Zbrodnicza horda na trybunach stoi osłupiała i w zmieszaniu przygląda się wezwaniu biskupa. Wtedy same bestie, które zostały „zahipnotyzowane” działaniem świętego, wracają do swojej natury i dają upust swoim popędom. Tym razem jednak nie było tak samo: tłum, który zwykle wychodził pijany, podniecony i zachwycony grozą, tym razem odszedł sfrustrowany i niespokojny, jakby wyczuwał własny plugawy współudział w tej nikczemnej orgii.

A gdy płaszcz nocy okrywa Koloseum i jego piaski, przychodzą chrześcijanie po swój święty skarb, najczystszy tego dnia: relikwie Ignacego. Zebrali piasek zmieszany z krwią, a znaleźli też nienaruszoną kość udową oraz jego dostojne serce.

Piękne niespodzianki tego dnia jeszcze się jednak nie skończyły. Gdy relikwie znalazły się w katakumbach, gdzie miały być przechowywane, objawił się kolejny cud, który wyjaśnił zagadkową odpowiedź, jakiej udzielił Trajanowi na początku swojej drogi na Kalwarię: żyły i tętnice serca układały się w krąg, tworząc słynne słowa, które umieszczono nad samym Krzyżem Chrystusa: Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum.

Jego serce należało całkowicie do Króla Żydowskiego i dlatego Bóg zechciał, aby dowiedziały się o tym wszystkie przyszłe pokolenia.

(Na podstawie informacji z czasopisma Heroldzi Ewangelii)